U NAS
____________________-_______________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
PISMO ODDZIAŁU DOLNOŚLĄSKIEGO
KATOLICKIEGO STOWARZYSZENIA „CIVITAS CHRISTIANA”
___________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Nr 3(35) * Rok (VII) 2000 * grudzień
______________________________________________________________________________
Od redakcji
Trzymacie państwo w rękach ostatni w tym tysiącleciu numer naszego
oddziałowego pisemka. Z pewnością zauważyliście, że w minionym roku wychodził
on znacznie rzadziej niż w latach minionych. Spowodowane to było wieloma
czynnikami, które najogólniej biorąc określić należy mianem „ludzkich”, z
których najważniejszym było wygospodarowywanie czasu na opracowanie i wykonanie
kolejnych numerów. Wydaje nam się, że problemy te udało się obecnie jakoś
przezwyciężyć i ten ostatni w XX wieku „U Nas” będzie pierwszym w długim
rzędzie wychodzących z miesięczną regularnością pism. Jednocześnie apelujemy do
kol. czytelników, szczególnie z naszych Oddziałów Terenowych by nadsyłali nam relacje,
sprawozdania i inne teksty opisujące to, co ciekawego dzieje się w ich
środowisku, tak by kolejne numery były rzeczywistą panoramą tego wszystkiego co
dzieje się w Dolnośląskiej „Civitas Christiana”. Zarazem naszą troską jest, aby
tak je redagować by nie stało się ono tylko zbiorem sprawozdań a naszą
rzeczywistą wizytówką na zewnątrz. Oczywiście życzenie to nie od razu stanie
się faktem, na razie są to życzenia świąteczne, które redakcja składa sobie
sama, ale przecież jeżeli włożymy w to trochę wysiłku i serca to ich spełnienie
wydaje się być w naszym zasięgu.
Na koniec tego przedłożenia nie pozostaje nam nic innego jak życzyć
wszystkim czytającym dużo radości, szczęścia, nowych nadziei oraz szerokich
perspektyw życiowych, z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia, oraz ...
miłej lektury.
W OCZEKIWANIU
NA SŁOŃCE ...
Trafne porównanie mówi, że
podobnie jak Ziemia w ciągu roku kalendarzowego obraca się wokół Słońca, tak
Kościół w ciągu roku liturgicznego obraca się wokół swego duchowego Słońca -
Chrystusa. W ten sposób kontempluje Go niejako od różnych stron i otrzymuje od
Niego coraz to nowe promienie łaski. Misterium Chrystusa jest tak bogate, że
Kościół odsłania przed nami poszczególne aspekty Jego życia i nauki stopniowo,
poprzez kolejne okresy roku liturgicznego.
Pierwszym z nich jest
Adwent, poprzedzający uroczystość Bożego Narodzenia. Choć Ewangelie nie
pozwalają na ustalenie miesiąca i dnia narodzin Jezusa, 25 grudzień nie jest
datą przypadkową. Pogański Rzym obchodził w tym czasie Dies Natalis Solis
Invicti (Dzień Narodzin Niezwyciężonego Słońca), święto związane z zimowym
przesileniem, wyrażające radość ze zwycięstwa dnia nad nocą, która odtąd staje
się coraz krótsza. W chrześcijańskiej symbolice dzień, światło, a zwłaszcza
słońce (symbol Chrystusa) były często stosowanymi obrazami. Jezus nazywał
siebie „Światłością świata” (J 8,12), do Niego można odnieść wyśpiewane przez
Zachariasza słowa o „Słońcu wschodzącym z wysoka” (zob. Łk 1,78). Pamiątka
narodzin Zbawcy mogła więc stopniowo wyprzeć święto Słońca, zastąpić
chrześcijańskimi treściami pogańskie obchody.
W wyborze obecnej daty
Bożego Narodzenia niektórzy dopatrują się również nawiązania do żydowskiego
Święta Chanukka, które także wypadało pod koniec grudnia. Przypominało ono
wydarzenie poświęcenia świątyni jerozolimskiej, którego dokonał Juda Machabeusz
w II w. przed Chrystusem. Charakterystyczny dla tego święta był ryt światła:
zapalano świecznik Chanukka w świątyni a ulice Jerozolimy rozbłyskały tysiącem
świateł.
Obchody towarzyszące
zimowemu przesileniu obecne były w wielu innych kulturach. Można zauważyć, że
chrześcijańskie święta często są zsynchronizowane z rytmem natury, nawiązują do
prastarych tradycji świątecznych, wypełniają je i niejako podnoszą na wyższy
poziom. Podobnie jak zimowe przesilenie jest daleką zapowiedzią słonecznej
wiosny i lata, tak Boże Narodzenie jest wstępem do wielkanocnej radości, kiedy
Chrystus-Słońce w pełni ukaże swój boski blask, pokonując mroki grzechu i
śmierci.
ADWENT
Łacińskie słowo „adventus”
(gr. epifaneia, parusia) oznaczało „przyjście”. Nazywano tak zwłaszcza oficjalny przyjazd
dygnitarza państwowego lub zwycięskiego władcy obejmującego władzę nad danym
terenem; terminem tym określano też objawienie się bóstwa. Chrześcijanie
używali pojęcia „adventus” na określenie przyjścia Chrystusa. O jakie przyjście
chodzi nam dzisiaj, gdy przeżywamy okres adwentu?
Zauważmy najpierw, że
chrześcijańskie obchody liturgiczne kryją w sobie zwykle kilka płaszczyzn. Nie
tylko przypominają konkretne fakty z życia Chrystusa, ale uobecniają je,
odnoszą do naszej teraźniejszej egzystencji a także zapowiadają przyszłe
wydarzenia eschatologiczne. Oczekując na Boże Narodzenie, wspominamy przyjście
Syna Bożego na świat 2000 lat temu, przygotowujemy się na Jego ostateczne przybycie
na końcu dziejów. Przede wszystkim jednak otwieramy się na Boga nieustannie
przychodzącego do nas „tu i teraz”, w każdej chwili naszego życia. Postanawiamy
też sami, bardziej zdecydowanie niż dotąd, „przyjść” do Niego. Tajemnica Bożego
Narodzenia ma się przede wszystkim uobecnić w naszym sercu. Boże przyjście
przemienia nas od wewnątrz. Jak Jezus przyjął ludzką naturę, stając się
człowiekiem, tak my mamy przyjąć udział w Jego boskiej naturze, stając się
dziećmi Bożymi.
Adwent jest więc czasem
przygotowania na spotkanie, na to wielorakie przychodzenie Boga do nas i nasze
przychodzenie do Niego. Jest czasem tęsknoty, czujnego oczekiwania,
zasłuchania. W tym oczekiwaniu trwamy w łączności z Maryją, co wyraża choćby
tradycyjna Msza św. roratnia ku Jej czci. Zapalana wtedy świeca, tzw. roratka,
symbolizuje Matkę Bożą, porównywaną do „Jutrzenki” poprzedzającej przyjście
Chrystusa-Słońca. Obrazem wspólnoty wiernych oczekującej na swego Pana jest
adwentowy wieniec z czterema świecami.
NARODZENIA PANA DZIEŃ DZIŚ WESOŁY ...
Uroczystość Bożego
Narodzenia poprzedza Wigilia (łac. vigilare = czuwać), po której następuje Msza
św. o północy (pasterka), potem Msza o świcie i Msza w ciągu dnia. Niektórzy
mistycy średniowieczni upatrywali w tych trzech Mszach obrazu „potrójnych
narodzin Chrystusa”: odwiecznych narodzin z Boga Ojca, narodzin w Betlejem oraz
narodzin w ludzkich sercach przez łaskę i miłość. Drugi dzień świąt poświęcony
jest św. Szczepanowi, pierwszemu męczennikowi. Dla starożytnych chrześcijan
śmierć męczeńska, jako dzień narodzin dla nieba, bardzo dobrze korespondowała z
Bożym Narodzeniem. W późniejszych wiekach, na pamiątkę kamienowania św.
Szczepana, obrzucano się w tym dniu owsem.
W ramach Oktawy Bożego
Narodzenia wspominamy św. Jana Apostoła (tego dnia święci się wino, którym
kiedyś próbowano ponoć otruć św. Jana), Świętych Młodzianków zamordowanych z
rozkazu Heroda, św. Sylwestra; obchodzimy także Niedzielę Świętej Rodziny oraz
- w pierwszy dzień nowego roku - Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki.
W Uroczystość Objawienia
Pańskiego, tzw. Trzech Króli, dawniej ogłaszano datę najbliższej Wielkanocy i
innych ważniejszych świąt. Umieszczane na drzwiach litery K+M+B były pierwotnie
odczytywane nie jako inicjały Mędrców ze Wschodu, lecz jako skrót słów: Christus
mansionem benedicat = Niech Chrystus błogosławi to mieszkanie.
Okres Bożego Narodzenia
zamyka Święto Chrztu Pańskiego (pierwsza niedziela po 6 stycznia), ale
zwyczajowo aż do Środy Popielcowej trwają tzw. zapusty, zwane dziś
„karnawałem”. Boże Narodzenie, porównywane do przyjścia Oblubieńca, rozpoczyna
czas zabaw, balów i wesela. „Czyż goście weselni mogą się smucić dopóki pan
młody jest z nimi?”
OBRAZY I SYMBOLE
Prosty ewangeliczny przekaz na temat narodzin Mesjasza obrósł w ciągu
wieków mnóstwem legend, zwyczajów i symboli. Mogą nam one przysłonić najgłębsze
treści Bożego Narodzenia, ale odpowiednio kultywowane, mogą też pomóc w ich
przeżyciu. Przyjrzyjmy się poszczególnym elementom składającym się na
świąteczną atmosferę.
Piękną ilustracją wydarzeń
ewangelicznych są JASEŁKA I SZOPKI. Wiemy, że pierwsza taka szopka powstała
prawdopodobnie z inicjatywy św. Franciszka z Asyżu w 1223 r. w miejscowości
Greccio we Włoszech. W tradycyjnej szopce znaleźć się muszą: Dzieciątko w
żłóbku (który w rzeczywistości mógł być po prostu zagłębieniem w skalnej
grocie, przeznaczonym na karmę dla zwierząt), Matka Boża w błękitnej sukience
(kolor nieba jest tradycyjnie kolorem maryjnym), św. Józef, pastuszkowie,
aniołowie, trzej królowie (choć Ewangelia mówi o mędrcach, nie o królach), a
także „wołek i osiołek”. Te ostatnie postacie znalazły się tu być może w
związku z fragmentem księgi proroka Izajasza, gdzie mowa jest o tych
zwierzętach (Iz 1,3). Według jednej z alegorycznych interpretacji wół (w
Izraelu często składany w ofierze) jest zapowiedzią przyszłej ofiary Chrystusa
a osioł - zwierzę wykorzystywane do noszenia ciężarów - zapowiada, że Jezus
poniesie ciężar grzechów całego świata. W Ewangelii nie ma informacji, że
Chrystus narodził się w nocy, ale tradycja nie ma co do tego wątpliwości.
Największe dzieła Boże w historii zbawienia dokonywały się zwykle pod osłoną
mroku, w ciszy i w ubóstwie. Stąd szopkę otacza zwykle rozgwieżdżone niebo, z
wielką gwiazdą, która przywiodła tu mędrców. Gwiazda ma najczęściej ogon podobny
do komety. Znamy współczesne hipotezy utożsamiające gwiazdę z Ewangelii z
rzeczywistą kometą. Dla wymowy biblijnego tekstu nie ma to większego znaczenia.
Gwiazda jest symbolem Chrystusa (zob. Lb 24,17; Ap 22,16).
Nieodzownym elementem Świąt
są KOLĘDY. W starożytnym Rzymie termin „calendae” oznaczał pierwszy dzień
miesiąca. Styczniowym calendae, rozpoczynającym nowy rok, towarzyszyły
odwiedziny, składanie sobie życzeń, obdarowywanie się prezentami. Kościół
przyjął te zwyczaje łącząc je z Bożym Narodzeniem. Dzisiaj „kolęda” oznacza
duszpasterską wizytę księdza a także bożonarodzeniową pieśń; PODARUNKI zaś mają
przypominać o samym Jezusie -największym darze, jaki ludzie otrzymali od Boga
Ojca. Z biegiem czasu owe prezenty skojarzone zostały ze św. Mikołajem,
biskupem znanym z dobroczynności.
Boże Narodzenie, jak wspomniano, nawiązuje do symboliki ŚWIATŁA;
odwołuje się do naturalnej tęsknoty za słońcem i ciepłem, która to tęsknota
ogarnia prawie każdego człowieka w długie, zimowe wieczory. Świąteczne dekoracje
zawierają zwykle element wyłaniającego się z mroków światła: gwiazda na ciemnym
niebie, świeca oświetlająca izbę, błyszczące w mroku okna domu, lampki na
choince a w czasie adwentowych rorat kolorowe lampiony w ciemnym kościele.
Światło jest tu oczywiście znakiem Chrystusa, który przychodzi na wzór SŁOŃCA
lub GWIAZDY. W mrokach grzechu i samotności wskazuje drogę, przynosi blask
prawdy, ciepło miłości.
Kolejny świąteczny obraz-symbol to ZIELONE DRZEWO, znak życia
wiecznego, które przynosi Chrystus. Istnieje legenda, według której w chwili
narodzin Jezusa na całym świecie zakwitły drzewa. Zielone drzewko obwieszone
jabłkami było kiedyś wyraźnym nawiązaniem do rajskiego drzewa (nawet wijące się
na choince łańcuchy miały przypominać węża kusiciela). Jeśli dodamy do tego
fakt, że w Wigilię obchodzą swe imieniny Adam i Ewa, widzimy w obchodach Bożego
Narodzenia szereg odniesień do RAJU. Przychodzący Zbawiciel ma przecież
przywrócić ludzkości wstęp do nieba, a kiedyś odbudować raj na ziemi. Jak
pramatka Ewa uległa podszeptom szatana, tak Maryja - nowa Ewa - dała posłuch
Duchowi Świętemu. Umożliwiła przyjście na świat Chrystusa, nowego Adama, który
naprawi błędy pierwszych rodziców. Jak drzewo w raju wiązało się z grzechem i
śmiercią, tak drzewo krzyża stanie się źródłem nowego życia.
Boże Narodzenie wprowadza
nas rzeczywiście w klimat Edenu. Zdaje się odtwarzać rajską harmonię pomiędzy
człowiekiem a przyrodą (to przecież tej nocy zwierzęta mają mówić ludzkim
głosem, wilki zachowują się przyjaźnie wobec ludzi a woda w strumieniach
zmienia się w wino), znosi jakby granice pomiędzy światem ziemskim i niebieskim
(ileż to razy w Ewangelii, w kolędach i w przeróżnych świątecznych dekoracjach
spotykamy Aniołów!). Przede wszystkim przywraca pokój między człowiekiem a Bogiem
oraz pomiędzy ludźmi. Buduje RODZINNĄ WSPOLNOTĘ - i to nie tylko wśród krewnych
i przyjaciół. Do wigilijnego stołu każe zaprosić także „nieproszonych gości”,
wszystkich bezdomnych, samotnych i pogubionych w życiu.
Wymownym znakiem tej
wspólnoty jest CHLEB - najczęściej w postaci opłatka, którym dzielimy się,
składając sobie życzenia. Wiemy, że nazwę Betlejem można tłumaczyć jako „dom
chleba”, co już odsyła nas do Eucharystii. W niej najpełniej stykamy się z
tajemnicą Wcielenia. Poprzednikiem opłatka były prawdopodobnie
starochrześcijańskie eulogie, czyli chleby ofiarne, z których część
konsekrowano w czasie Mszy Św. a część posyłano chorym i więźniom na znak
komunii duchowej, chrześcijańskiej miłości i jedności. Istnieje również
podanie, że u starodawnych Słowian w najdłuższą noc w roku, a więc w okolicach
dzisiejszej Wigilii, odbywał się specjalny rytuał. Każda rodzina przynosiła
garść mąki pochodzącej z ostatnich zbiorów i wszyscy członkowie plemienia
piekli jeden, wielki chleb. Kosztując go, należało zapomnieć o wszystkich
urazach i żalach, jakie nagromadziły się w ciągu ubiegłego roku.
Oprac. A.C.
na podst.: B. Nadolski, Liturgika; E. Ferenc, Polskie tradycje świąteczne
==========================================================
Zespół ds. rodziny i polityki społecznej
Oddziału Wrocławskiego
zaprasza w dniu 14 grudnia 2000 r. (czwartek)
o godz. 1700
na prelekcję ks. dr. Tadeusza Reronia
pt. „Moralne problemy opieki lekarskiej w
chorobie terminalnej”.
==========================================================
Ludzie epoki
baroku na Śląsku
(Referat
przedstawiony w siedzibie wrocławskiego Oddziału Stowarzyszenia „Civitas
Christiana” 26 października br.
w ramach 23 Dni Kultury Chrześcijańskiej)
Zgodnie ze zwyczajem na wstępie
podam literaturę. Podstawowym podręcznikiem do poznania dziejów śląskiego
Kościoła w czasach nowożytnych jest synteza pióra ks. prof. dr hab. J.
Mandziuka. O św. Janie Sarkandrze pisał ks. prof. dr hab. Józef Swastek w
wydawnictwie Polscy Święci, t.11. „Święci w dziejach Śląska” to
opracowanie o charakterze popularno - naukowym, którego autorem jest ks. prof.
dr hab. Józef Pater. „Życie i działalność naukowa ks. Jana Schefflera”
było przedmiotem zainteresowania ks. bp prof. dr hab. W. Urbana, a o jego teologii
pisała s. Kamila Janina Wiśniewska. Nie wspominam tu o literaturze
niemieckojęzycznej.
W XVI wieku Kościół
katolicki przeżywał głęboki kryzys. W 1517 r. doszło do wystąpienia dr. Marcina
Lutra. Doprowadziło ono do podziału i wyłonienia się Kościoła ewangelicko -
augsburskiego. Początkowe tendencje występujące po obu stronach do pogodzenia
wyznań zostały odrzucone.
W tej sytuacji Kościół
katolicki przystąpił do własnej reformy. Zadania takie postawiono przed
Soborem, który został zwołany na 13 XII 1545 r. do Trydentu. Obradował on z
przerwami do 1563 r.
Potwierdzono na nim, że podstawą nauki Kościoła jest Pismo Święte i
tzw. „tradycja”. Określono dogmaty i liturgię. Wzmocniono pozycję papieża w
Kościele. Utrwalono struktury kościelne. Nas jednak najbardziej będą
interesowały postanowienia dotyczące kadr kościelnych. Uchwalono, że w każdej
diecezji będzie się kształciło księży. Zadanie to powierzone zostało seminariom
duchownym. W ten sposób Kościół wyraźnie podkreślał, że kryzys w dużej mierze
wynikał ze słabości duchowieństwa, a w związku z tym - jak pisał ostatnio ks.
prof. dr hab. Kazimierz Dola - słaba była praca duszpasterska.
Czasy baroku, o którym chcę mówić odnoszą się właśnie do okresu po
soborze trydenckim, gdy Kościół katolicki przystąpił do kontrofensywy.
Zgodnie z tematyką Dni Kultury Katolickiej zamierzam skupić się na tych
ludziach, którzy wyróżniali się swoim przywiązaniem do Kościoła.
Na pierwszym miejscu wymienić należy tych, którzy wyniesieni zostali na
ołtarze. W naszym wypadku, gdy mówimy o Śląsku dotyczy to dwóch postaci:
Melchiora Grodzickiego i Jana Sarkandra. Obaj pochodzili z księstwa
cieszyńskiego. Pierwszy urodził się w roku 1582 w pobliżu Skoczowa. Po
początkowych naukach, pobieranych w domu lub w pobliskim mieście, studiował u
jezuitów w Wiedniu, a później pogłębiał swą wiedzę m.in. w Pradze. Przyjął
następnie święcenia kapłańskie. Gdy wybuchła wojna 30-letnia objął funkcję
kapelana przy wojskach habsburskich. Wraz z oddziałami, do których został
przydzielony pełnił służbę w Koszycach. Miasto zaatakowane zostało przez wojska
siedmiogrodzkie. Wtedy wraz z dwoma kapłanami poniósł śmierć męczeńską.
Błogosławionym został w 1905 r. a świętym w 90 lat później.
Podobną drogę przeszedł św. Jan Sarkander. Urodził się 20 grudnia 1576
r. w Skoczowie. Ojciec jego był mieszczaninem, a matka z Góreckich pochodziła z
rodziny drobnoszlacheckiej. Podobnie jak św. Melchior był wychowankiem
jezuitów. Uczęszczał do prowadzonego przez nich gimnazjum w Ołomuńcu, a później
studiował na ich akademii w tym mieście. Zgodnie z ówczesnym zwyczajem nie
kończąc tej szkoły udał się na dalsze studia do Pragi, gdzie skoncentrował się
na pogłębieniu wiedzy z zakresu filozofii, a następnie na uniwersytet jezuicki
w Grazu. Tym razem cały czas poświęcił na poznanie teologii. Studia te
niespodziewanie przerwał i udał się do małej miejscowości w Czechach, gdzie
proboszczem był jego brat Mikołaj. Tu zaręczył się z Anną Platska. Wszystko
zapowiadało, że będzie wiódł życie typowego miejskiego inteligenta. Zakupił
nawet mieszkanie w Brnie i winnicę, gdy śmierć narzeczonej zmieniła jego plany
życiowe. Przyjął święcenia kapłańskie i poświęcił się pracy duszpasterskiej. W
1609 r. objął parafię w Unczowie. Przyszło mu działać w trudnych warunkach.
Część parafian wyznawała protestantyzm. Stosunki między katolikami i
protestantami zaogniały się wówczas. W tę pierwszą walkę polityczną był mocno
zaangażowany brat Jana - Mikołaj. W efekcie represjami objęto też Jana, który
blisko rok spędził w więzieniu w Kromierziżu, za pomoc udzieloną bratu w
ucieczce z więzienia. Po uwolnieniu od winy wrócił on do pracy duszpasterskiej.
Przeszedł przez kilka placówek. Wyróżniał się na nich, pozyskując wielu
innowierców dla katolicyzmu. Tak było m.in. w Holeszowie, gdzie udało mu się
pozyskać 250 z nich. Nadeszły czas wojny 30-letniej. Na Morawach przewagę
uzyskali protestanci. Jan Sarkander, utraciwszy pomoc swojego protektora
Władysława Popiela Lobkowica, który został uwięziony, udał się na emigrację do
Polski. Wtedy zatrzymał się na Jasnej Górze i w Krakowie. Mimo trudnych
warunków powrócił na swoją placówkę do Holeszowa. Gdy zbliżały się wysłane na
pomoc katolikom polskie oddziały tzw. „lisowczyków”, wyszedł im naprzeciw z
procesją z Najświętszym Sakramentem, chcąc uchronić mieszkańców przed prześladowaniami.
Cel ten udało mu się osiągnąć, ale po pewnym czasie, gdy przewagę osiągnęli
protestanci oskarżony został o zdradę i sprowadzenie „lisowczyków”. Po
pierwszych przesłuchaniach zastosowano wobec niego tortury. Rozciągano go na
kole, tak iż ścięgna i kości pękały. Po 4 dniach takich tortur przeżył jeszcze
miesiąc. Nie zmienił swoich zeznań. Zachował do końca godną postawę. Zmarł 17
marca 1620 r. W roku 1859 zaliczony został w poczet błogosławionych a w 1995 do
grona świętych.
Te dwie postacie przypominam w sposób świadomy. One bowiem świetnie
oddają te trudne czasy, gdy ludzie w obronie swoich poglądów gotowi byli oddać
życie. Dotyczy to zarówno katolików jak i protestantów. Tak było np. w
sąsiedniej Oławie, gdy miasto zajęte zostało przez katolickie wojska
Wallensteina i wówczas życie za swoich współbraci ofiarował miejscowy pastor. W
efekcie ingerencji miejscowej szlachcianki do jego skazania jednak nie doszło.
Zatrzymajmy się z kolei na przedstawicielach wyższej hierarchii
duchownej. W spojrzeniu na nią, zwłaszcza tą, która kierowała diecezją
wrocławską w XVI stuleciu w syntetycznych zarysach dziejów Kościoła dominuje
krytycyzm ze względu na brak przeciwstawiania się tendencjom protestanckim. Być
może spowodowane to było chęcią do pogodzenia różnych nurtów występujących
wówczas w Kościele. Uważali się oni po prostu za zwierzchników wszystkich
chrześcijan. Pierwszym biskupem rządzącym w duchu reform potrydenckich był
Marcin Gerstmann. Urodził się on 8 marca 1527 r. w rodzinie protestanckiego
sukiennika w Bolesławcu. Mimo to uzyskał on stypendium biskupa wrocławskiego i
mógł wyjechać na studia do Frankfurtu, a później do Padwy. Tam przeszedł na
katolicyzm. Po powrocie, jako doktor obojga praw zrobił błyskotliwą karierę w
śląskim Kościele. Zawdzięczał ją w dużej mierze przyjaźni z biskupem
ołomunieckim, którego był kanclerzem. Został wychowawcą dzieci cesarza
Maksymiliana II. Stąd (z Wiednia) też posłował dwukrotnie do Polski. Nagrodą za
te funkcje był indygenat szlachecki (1571). W trzy lata później został biskupem
wrocławskim. Utrzymywał on wprawdzie na tym stanowisku dobre stosunki z
protestantami, ale równocześnie przyjął na synodzie postanowienia soboru
trydenckiego, przeniósł seminarium duchowne z Wrocławia do Nysy, aby zapewnić
mu lepsze warunki funkcjonowania i zatroszczył się o sprawne działanie struktur
kościelnych m.in. poprzez powołanie biskupa sufragana.
W XVIII stuleciu na funkcję biskupa ordynariusza coraz częściej
powoływano przedstawicieli rodzin panujących. Jednym z pierwszych był Karol Habsburg
(1608-1624). Starał się on kontynuować reformy zapoczątkowane przez swoich
poprzedników. Nie wahał się jednak przed użyciem siły, zwłaszcza w nyskim
księstwie biskupim. Zarządził też przeprowadzenie wizytacji. Najbardziej jednak
jego przydatność dało o sobie znać po wybuchu wojny 30-letniej. Starał się on o
pozyskanie pomocy polskiej dla zagrożonego przez bunt poddanych cesarza.
Przeprowadził rokowania z synem króla polskiego Zygmunta III - Władysławem.
Doprowadził wreszcie do powołania na koadiutora (następcę) drugiego syna
Zygmunta III - Karola Ferdynanda Wazę. Po niespodziewanej śmierci Karola
zgodnie z ustaleniami podjętymi z polskim władcą, młody Karol Ferdynand
powołany został na ordynariusza wrocławskiego. Choć nie rezydował on we
Wrocławiu pod jednym względem spełnił pokładane w nim nadzieje. Potrafił
powoływać na funkcje odpowiednich ludzi. Takim był sufragan Jan Baltazar Liesch
von Hornau, który dbał o rozwój życia religijnego, kładąc m.in. nacisk na jego
odpowiednią oprawę (był mecenasem m.in. chóru katedralnego), a także
archidiakon Piotr Gebauer, który odpowiadał za wizytacje i wreszcie potrafił
wylansować archidiakona Sebastiana Rostocka, niezwykle gorliwego duchownego,
który po Leopoldzie Wilhelmie Habsburgu i arcyksięciu Karolu Józefie został
wyniesiony na stolicę biskupią we Wrocławiu. Zatrzymajmy się przy tej postaci.
Wpisała się ona bowiem bardzo trwale w dziejach diecezji. Pochodził on podobnie
jak bp Marcin Gerstmann z nizin społecznych. Pierwsze nauki pobierał w
zreformowanej szkole w Nysie, a później studiował u jezuitów w Ołomuńcu.
Stosunkowo szybko zrobił karierę w Kościele. Zaczął od kapelana w Nysie, a
później po funkcji rektora nyskiego seminarium przyszło szereg kanonii. Na
niego jako na ordynariusza w latach 1665-1671 spadł obowiązek odnowienia życia
religijnego w odzyskanych czy też odebranych protestantom kościołach. Z tego
zadania wywiązał się świetnie.
Przejdźmy do innych grup społecznych. Z władców księstw śląskich
większość przez długie lata pozostawała wierna protestantyzmowi. W roku 1614, z
nadania cesarskiego, księstwem opawskim poczęli rządzić Lichtensteinowie. Ich
władztwo w roku 1622 rozciągnęło się na księstwo karniowskie. Przeprowadzili
oni radykalną rekatolicyzację, sięgając po środki natury administracyjnej.
Przemocą posługiwali się też Oppersdorfowie, do których należał
Głogówek. Podobne środki zastosował burgrabia Hanibal von Dohna, wyrzucając
protestantów z państwa pszczyńskiego.
Wreszcie na katolicyzm przeszedł w roku 1610 książę cieszyński Adam
Wacław. Nie wspominam tu o przymusowej rekatolicyzacji przy pomocy dragonów
Lichtensteina w czasie wojny 30-letniej. Wystarczyło wówczas zakwaterowanie w
domach mieszczan żołnierzy, by zdecydowali się na emigrację, lub przystąpienie
do spowiedzi. Zaświadczenie o dopełnieniu tego sakramentu zwalniało bowiem od
kwaterunku.
Zwróćmy uwagę na historyków. Z pozycji katolickich, historię Śląska
przedstawiał Ephraim Ignatius Naso. Był on wychowankiem jezuitów. Ukończył
prowadzone przez nich gimnazjum a później studiował prawo. Był adwokatem w
Świdnicy, a następnie urzędnikiem w Urzędzie Zwierzchnim we Wrocławiu. Napisał „Discursus
politicus seu famulares prodomus novorum chronicorum ducatus Silesiae”,
który jest szkicem dziejów Śląska. Opisał tez dzieje księstwa świdnicko - jaworskiego.
Zmarł w roku 1680.
O wiele większe znaczenie dla poznania dziejów Kościoła na Śląsku ma
dorobek i wydawnictwo źródłowe Gotfryda Ferdynanda Buckischa (1645-1700).
Pochodził on z mieszczańskiej rodziny zamieszkałej w Wołowie. Zrobił karierę w
administracji cesarskiej. Z Strzelina zawędrował do stolicy państwa, Wiednia.
Za położone zasługi został w 1691 r. nobilitowany. Pod koniec życia osiadł w
Moguncji, gdzie był nauczycielem. W dorobku pozostawił przede wszystkim „Prolegomena
Schlesischer Kürchen Historien” - stanowiącą omówienie dziejów Kościoła
katolickiego na Śląsku z uwzględnieniem zwłaszcza okresów najtrudniejszych -
czasów husytyzmu i reformacji. Zasadnicze dzieło to wydawnictwo źródłowe „Schlesischen
Religions Akten 1517-1676”- pozostałe do niedawna w rękopisie. Są to
skrupulatnie przepisane materiały do dziejów Kościoła: pisma ulotne, edykty,
materiały itp. O znaczeniu tego zbioru świadczy wydanie stosunkowo niedawno
jego jednego tomu.
Jedną z najciekawszych postaci XVII stulecia był niewątpliwie duchowny,
poeta i mistyk Jan Scheffler, zwany „Angelus Silesius”. Żył on w latach
1624-1677. Ojciec jego Stanisław, mieszczanin, pochodził z Polski. Odznaczył
się w toczonych wówczas przez Rzeczpospolitą wojnach i uzyskał indygenat
szlachecki. W 1618 r. przeniósł się do Wrocławia. Być może przyczyną był fakt,
że w Polsce rozpoczęła się kontrofensywa Kościoła katolickiego, a rodzina
Schefflerów wyznawała protestantyzm. Nie można też wykluczyć, że do migracji
skłoniły go przyczyny natury gospodarczej. Tu, w stolicy Śląska Jan rozpoczął
swoją edukację. Uczęszczał do słynnego gimnazjum św. Elżbiety. Studiował
następnie w Strasburgu, Leydzie i Padwie. W tym ostatnim mieście odbyła się
jego promocja na doktora medycyny i teologii. Z mistykami zetknął się w Holandii.
Mieli zaważyć oni na późniejszym jego życiu. Po powrocie objął funkcję lekarza
na dworze Sylwiusza Nimroda w Oleśnicy. Tu doszło do jego konfliktu z pastorem
Freitagiem na tle przygotowywanego do druku jego modlitewnika. Zdaniem jednak
ks. bp prof. dr hab. W. Urbana jest pewnym uproszczeniem dopatrywanie się w tym
przyczyn jego konwersji. Były one znacznie głębsze. Raziło go odrzucenie przez
luteran tradycji, zaniechanie kultu świętych i niedocenianie teologii
mistycznej. Powody swojej konwersji przedstawił zresztą w osobnym piśmie. Od
tego zresztą czasu nie wypuszczał pióra z ręki. Stał się uznanym polemistą
religijnym, obrońcą wiary katolickiej. W 1661 r. przyjął święcenia kapłańskie i
swoje poglądy przedstawiał też w kazaniach. Dodajmy, że był on również uznanym
poetą. Jego sonety tłumaczył m.in. Adam Mickiewicz. Zmarł w 1677 r.
Wreszcie wspomnę o wybitnym malarzu Michale Leopoldzie Willmannie.
Urodził się on w roku 1630 w Królewcu. Uczył się początkowo u swojego ojca, a
później w Holandii, gdzie uległ wpływom Rubensa i van Dycka. Przebywał w
Pradze, Wrocławiu, Berlinie i osiadł w Lubiążu. Malował obrazy religijne.
Najbardziej znany „Ucieczka do Egiptu”. Wykonał plafony w Lubiążu i
freski w Krzeszowie.
Spróbujmy podsumować nasze rozważania o ludziach epoki baroku.
Większość z nich była wychowankami zakonu jezuitów. Ludzie Kościoła, mieli za
sobą przeważnie studia uniwersyteckie. Byli głęboko przywiązani do Kościoła.
Gotowi byli na wszelkie wyrzeczenia, a nawet swoje przywiązanie do Kościoła
zaświadczyć byli zdolni ofiarą z swojego życia. Często też swoją twórczością
służyli Kościołowi. („Angelus Silesius”, Michał Willmann)
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
WOKÓŁ NAUCZANIA KOŚCIOŁA
Nauczanie Kościoła Katolickiego
w jego różnych formach i w bogactwie poruszanych tematów jest mało znane nawet
przez praktykujących katolików. Pojęcie to wywołuje często pytania na temat
prawa Kościoła do wydawania autorytatywnych sądów w sprawach religii -
pojmowanej nierzadko jako prywatna sprawa, zależna od subiektywnych upodobań.
Wiele nieporozumień rodzi zwłaszcza kwestia dogmatów czy charyzmatu
nieomylności. Warto więc zastanowić się nad tymi zagadnieniami oraz zapoznać
się z treściami zawartymi w nauczaniu Kościoła. W kolejnych numerach naszego
pisma pochylimy się nad różnymi formami tego nauczania, przede wszystkim nad
dokumentami, które Urząd Nauczycielski ogłosił w ostatnich dziesięcioleciach.
PODSTAWY
KOŚCIELNEGO NAUCZANIA
Chrześcijaństwo
tym wyróżnia się spośród innych religii, że opiera się na wierze w trój-jedynego Boga, który się objawia i
pierwszy wychodzi ku człowiekowi z propozycją zbawczego przymierza. Nie
jesteśmy zdani jedynie na własne poszukiwania w dziedzinie religii, lecz
odwołujemy się do niezależnego od nas, danego nam od Boga Objawienia. Za szczyt
i pełnię Bożego Objawienia,
dostępnego nam w życiu doczesnym, uznaje chrześcijanin Jezusa Chrystusa, wcielonego Syna Bożego. Objawienie, które
dokonało się w konkretnych historycznych warunkach, dociera do nas dzisiaj
poprzez Pismo Święte i Tradycję.
Słowem „tradycja” - pisanym przez duże „T”, w odróżnieniu od tradycji
oznaczającej zwyczaje - określamy żywe przekazywanie Bożego Objawienia, jakie
dokonywało się najpierw w narodzie wybranym, potem w Kościele. Pismem Świętym
nazywamy Objawienie Boże utrwalone na piśmie pod natchnieniem Ducha Świętego.
Objawienie powierzone zostało Kościołowi.
Wszyscy jego członkowie mają udział w prorockiej, kapłańskiej i królewskiej
misji Chrystusa. Niektórych z nich Bóg powołuje, by mocą sakramentu święceń
pełnili tę potrójną misję w szczególny sposób, w imieniu Chrystusa - Głowy
Kościoła. Mają być oni (zwłaszcza biskupi na czele z Papieżem) źródłem jedności
w Kościele; na nich też w pierwszym rzędzie spoczywa odpowiedzialność za
głoszenie Ewangelii. Sobór Watykański II przypomina, że „Zadanie autentycznej interpretacji Słowa Bożego, spisanego czy przekazanego
przez Tradycję, powierzone zostało samemu tylko żywemu Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła [Papieżowi jako następcy św.
Piotra i biskupom, trwającym w łączności z nim], który autorytatywnie działa w imieniu Chrystusa”.
Warto
podkreślić, że Urząd Nauczycielski Kościoła (inaczej nazywany Magisterium
Kościoła) nie tworzy Objawienia, lecz je interpretuje; nie „wymyśla” prawd
wiary, lecz - mocą specjalnego Bożego daru - wydobywa treści zawarte w Bożym
Objawieniu. Nie może wedle własnych pomysłów kreować zasad wiary czy
moralności. Stąd Papieża, biskupów czy wszystkich w ogóle kapłanów nazywamy często
„sługami (nie władcami!) Słowa Bożego” a ich misję służbą Bogu i
Kościołowi.
Choć do
Magisterium należy głos decydujący w interpretacji treści przekazanych w Biblii
i Tradycji, w zgłębianiu Bożego Objawienia mogą brać udział członkowie
wszystkich stanów w Kościele. Każdy wierny jest bowiem obdarzony tzw. zmysłem wiary (sensus fidei). Urząd
Nauczycielski Kościoła korzysta z dorobku teologów i myślicieli
chrześcijańskich; z bogactwa, które wnoszą do Kościoła ludzie obdarzeni
rozmaitymi charyzmatami. Przykładowo wielu Świętych, również tych, którzy nie
należeli do hierarchii kościelnej i nie posiadali wykształcenia, otrzymało
głębokie rozumienie prawd wiary i przyczyniło się znacznie do rozwoju nauki
Kościoła.
CHARYZMAT NIEOMYLNOŚCI
Aby Papież mógł
wypełnić misję strzeżenia, zgłębiania i przekazywania depozytu wiary, otrzymał
tzw. charyzmat nieomylności. Bez
tego daru Boże Objawienie, przekazywane z pokolenia na pokolenie, bardzo szybko
uległoby zniekształceniu. Jest logiczne, że skoro Bóg chce poprzez Kościół
dotrzeć ze swoim Słowem do ludzi wszystkich czasów i miejsc, musi tak umacniać
Kościół swą łaską, by Jego orędzie przetrwało w nieskażonej formie. Charyzmat
nieomylności nie jest więc, jak chcą niektórzy, wymysłem żądnych władzy
Papieży, lecz wynika z logiki Objawienia. Nie jest zresztą związany z osobistą
świętością Papieża ani nie jest „prezentem” dla niego samego. Jest to dar dla
całego Kościoła, przejaw troskliwej opieki Boga nad swoim ludem.
Charyzmat
nieomylności nie oznacza, że każde słowo Ojca Świętego, wypowiedziane w
jakichkolwiek okolicznościach i na jakikolwiek temat, jest absolutnie
nieomylne. Nieomylność dotyczy jedynie dziedziny wiary i moralności,
przy czym przysługuje Papieżowi wtedy, gdy daną naukę ogłasza definitywnym
aktem, występując ex cathedra, czyli w roli najwyższego Pasterza.
Nieomylność przysługuje też Kolegium Biskupów, kiedy wraz z Papieżem występują
jako Urząd Nauczycielski Kościoła (w sprawach wiary i moralności, wygłaszając
naukę w sposób definitywny), przede wszystkim na soborze powszechnym. Naukę
Kościoła mającą znamię nieomylności katolik winien przyjąć aktem wiary. Jeśli
brak wymienionych wyżej warunków, nie można być pewnym całkowitej bezbłędności
Papieża i Biskupów, trzeba jednak pamiętać, że wszelkiemu ich nauczaniu
towarzyszy szczególna pomoc Ducha Świętego. Wedle słów Katechizmu Kościoła
Katolickiego (nr 892) również „nauczaniu zwyczajnemu wierni powinni okazać
«religijną uległość ich ducha», która różni się od uległości wiary, a jednak
jest jej przedłużeniem”. Charyzmat nieomylności tym bardziej jest obecny w
nauczaniu papieskim, im bardziej uroczysta jest dana wypowiedź, im większą wagę
przywiązuje do niej sam Papież, im częściej powtarza daną naukę i kładzie na
nią większy nacisk.
Prawdy zawarte w
Bożym Objawieniu, podane przez Kościół w sposób zobowiązujący do przyjęcia ich
wiarą, to tzw. dogmaty. Nieomylność
zawartej w nich nauki nie oznacza, że nie może się zmieniać forma, w jakiej
dogmaty są wyrażone. Nie może nas dziwić, że tę samą prawdę kilka wieków temu wyrażano
innymi słowami. Prawdy wiary są niezmienne, ale sposób w jaki się je podaje i
tłumaczy może - a nawet musi - być nieustannie dostosowywany do umysłowości
kolejnych pokoleń. Ponadto wciąż pogłębia się refleksja nad Bożym Objawieniem,
stąd dogmaty, choć niezmienne, mogą być coraz lepiej, coraz pełniej rozumiane.
FORMY KOŚCIELNEGO NAUCZANIA
Prowadzona przez
Kościół misja nauczania nie polega oczywiście tylko na uroczystych, oficjalnych
wypowiedziach. Związana jest z różnymi rodzajami duszpasterstwa i
chrześcijańskiego wychowania (w rodzinach i na katechezie, na uczelniach
teologicznych i na misjach, w rozmaitych placówkach i ruchach kościelnych) oraz
z wszelaką działalnością apostolską wiernych. Nie sposób omawiać tu wszystkich
form ewangelizacji i nauczania. Skupiając się na oficjalnej nauce Urzędu
Nauczycielskiego Kościoła, zauważamy, że od początku przyjmuje ona dwie
postacie: ustną (homilie, przemówienia, katechezy, orędzia, itd.) i pisemną.
Najważniejsze treści są zwykle zawarte w oficjalnych dokumentach.
Bardzo ważną
formą oficjalnego nauczania Kościoła jest ogólno kościelny katechizm (Katechizm Rzymski z
XVI w., Katechizm Kościoła Katolickiego z
1992r.). Zawiera on podstawowe prawdy wiary, będące wyznacznikiem katolickiego
chrześcijaństwa.
Najbardziej dziś
znanym dokumentem papieskim jest encyklika,
czyli pismo okólne. Przedstawia ona naukę Kościoła, dotyczącą określonego
tematu (np. Rerum novarum Leona XIII
z 1891r.). Jest ona zwykle skierowana do biskupów i wiernych całego świata.
Poczynając od Jana XXIII wiele encyklik adresowanych jest również do
„wszystkich ludzi dobrej woli”. Formą zbliżoną do encykliki, mającą nieco
niższą rangę, jest adhortacja. Może
ona dotyczyć całego Kościoła lub koncentrować się na wybranej grupie wiernych
(np. adhortacja o miejscu i roli ludzi świeckich w Kościele Christifideles laici z 1988 r.). W
języku łacińskim oznacza ona zachętę, napomnienie. Najstarszą formą pisemnej
wypowiedzi Papieża i biskupów jest list
apostolski, który spotykamy już w Nowym Testamencie (np. listy św. Pawła,
św. Piotra). Pisma papieskie, które określamy mianem „listu”, mają zwykle
charakter bardziej osobisty i są skierowane do węższej grupy osób (np. List Ojca Świętego Jana Pawła II do osób w
podeszłym wieku z 1999 r.), choć czasem i one odnoszą się do całego
Kościoła i zawierają bardzo ważną dla wszystkich naukę (np. List Ojca Świętego Jana Pawła II o
pielgrzymowaniu do miejsc związanych z historią zbawienia z 1999 r.). Wśród
ważnych dokumentów papieskich związanych nie tylko z misją nauczania, ale też z
funkcją kierowania Kościołem i podejmowania decyzji administracyjno-prawnych
można wymienić konstytucję apostolską (dotyczy
np. orzeczeń dogmatycznych, kanonizacji świętych), bullę papieską (np. w sprawie erekcji nowej diecezji; zob. też
niedawna bulla „Incarnationis
mysterium”, ogłaszająca Wielki Jubileusz Roku 2000), brewe papieskie (podobne do bulli, lecz dotyczy spraw mniejszej
wagi).
Wspomnieć należy
także o dokumentach soborowych. Przykładowo, obrady Kolegium Biskupów na
Soborze Watykańskim II zwieńczone zostały 16 dokumentami. Najważniejsze z nich
to konstytucje (np. Konstytucja Dogmatyczna o Kościele „Lumen
Gentium”), następnie dekrety i deklaracje. Swoje dokumenty (takie jak dekret, dyrektorium, instrukcja, deklaracja) wydają również poszczególne
kongregacje Kurii Rzymskiej.
Na przełomie
tysiącleci świat szybko się zmienia. Z roku na rok przybywa problemów i
zjawisk, wobec których Kościół winien się ustosunkować; przybywa pytań, na
które należy odpowiedzieć w świetle Objawienia. Kościół stara się odpowiadać na
nie, ogłaszając coraz to nowe ważne dokumenty. Czyni to w trosce o to, by
katolicy umieli odnaleźć się w skomplikowanej rzeczywistości współczesnego
świata. Zadajmy sobie pytanie: ile spośród tych dokumentów trafia do moich rąk?
Agata Combik
======================================================================
Wierni Słowu
Poniżej
drukujemy wiersz Iwony Fijałkowskiej wyróżniony w II Dolnośląskim Konkursie
Poetyckim „Wierni Słowu” organizowanym przez Oddział Miejski Stowarzyszenia „Civitas
Christiana” we Wrocławiu.
Nie rób ze mnie, Mamo, poety;
Poeta chore ma serce,
Duszę ma krzywą, źle się ubiera
I od życia chce coraz więcej.
Nie pokazuj mi Mamo, motyli;
Motyle żyją zbyt krótko.
Co komu po nich, gdy świat za miedzą
Poczciwą leczy się wódką?
I skowronka, Mamo, mnie nie ucz;
Nie trzeba słuchać skowronka.
Niech sobie śpiewa niech leci z Bogiem,
Niech mi się po duszy nie błąka.
Nie chcę książki znać, Mamo, ni pióra,
Proroków znać ani królów.
Przez życie, Mamo choćbym był ślepy,
I tak nie przejdę bez bólu.