U NAS

____________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________      

PISMO ODDZIAŁU DOLNOŚLĄSKIEGO

KATOLICKIEGO STOWARZYSZENIA „CIVITAS CHRISTIANA”

___________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Nr 7(42)  *  Rok (VIII) 2001  *  lipiec - sierpień

______________________________________________________________________________

 

Czy Europa chce i może być zjednoczona?

 

Na początku mojego wystąpienia muszę pokusić się o kilka słów wyjaśnienia. Dlaczego w ogóle stawiać kwestię chcenia lub niechcenia jednoczenia się Europy i dlaczego miałaby ona móc lub nie móc dokonać swej integracji? Można by to wyrazić krócej: czy Europa potrafi być zjednoczona?

Na wstępie zastanówmy się ogólnie nad tym, czym jest Europa, a tym samym, kto to jest Europejczyk? W pewnym polskim przedwojennym opracowaniu historycznym wśród podziękowań, jakie autor składa na ręce różnych osób pomocnych mu w jego pracy, znajdujemy również słowa wdzięczności pod adresem Romana Dmowskiego, którego ów autor nazywa „Wielkim Europejczykiem”[1]. Dla mniej zorientowanych dodam, że Dmowski to przywódca polskiego obozu narodowego, o obliczu katolickim i konserwatywnym - w rozumieniu zasad, gdyż od konserwatyzmu instytucjonalnego Dmowski stanowczo się odcinał. Do dziś dnia ludzie uważający się za jego spadkobierców postrzegani są jako eurosceptycy i najogólniej rzecz biorąc z dużą rezerwą odnoszą się do Unii Europejskiej, co nie oznacza, że wszyscy są przeciwni wchodzeniu Polski w jej struktury. Niemniej jednak w środowiskach politycznych nie określa się ich bynajmniej jako „europejczyków”, a raczej różnymi pejoratywnymi pojęciami. Co to oznacza? Przede wszystkim to, że słowo „europejczyk” zostało zawłaszczone dla określenia ludzi związanych jednoznacznie z ideą Unii Europejskiej, i to przyjmujących ją raczej bezkrytycznie. W tym sensie nie ma mowy o europejskiej kulturze i jej wielkim dziedzictwie myślowym, lecz o konkretnej myśli politycznej.

Kim więc jest europejczyk w moim rozumieniu. Nie można tu dopuścić się uproszczenia w drugą stronę i mianem tym określać wszystkich mieszkańców Europy, gdyż w odniesieniu do wielu z nich nie można mówić iż, są spadkobiercami europejskiego dziedzictwa kulturowego, a nawet nie chcieliby z tym dziedzictwem być związani. W naszych rozważaniach o europejskiej wspólnocie ducha nie możemy pojęcia Europy rozumieć geograficznie jako kontynentu. Przyjmijmy, że częścią Europy nie jest np.: Kazachstan, który bez wątpienia jakąś część swego terytorium na naszym kontynencie posiada. Jest to jednak przykład stosunkowo abstrakcyjny, gdyż kraj ten nie ubiega się na razie o przynależność do struktur europejskich. W rozważaniach o tym, czym jest Europa lepiej służyć nam może przykład kraju znacznie bliższego Zachodowi i związanemu z nim przez długie lata np. przez fakt przynależenia do NATO. Chodzi mi mianowicie o Turcję, dla której priorytetem od lat osiemdziesiątych było członkostwo w Unii Europejskiej. Z formalną prośbą w tej sprawie kraj ten wystąpił w roku 1987, by w 1989 r. dowiedzieć się, że jej podanie nie będzie rozpatrzone przed rokiem 1994. Samuel Huntington, amerykański politolog, pisze w tej sprawie, iż „w 1994 roku Unia przychylnie rozpatrzyła wnioski Austrii, Finlandii, Szwecji i Norwegii. Z dużym prawdopodobieństwem przewidywano, że w najbliższych latach ten sam los spotka wnioski Polski, Węgier i Republiki Czeskiej, następnie zaś być może Słowenii, Słowacji i republik nadbałtyckich. /.../. Dlaczego Turcję tak zignorowano, dlaczego zawsze przypada jej miejsce na samym końcu kolejki? Europejscy oficjale w publicznych wypowiedziach wskazują na niski stopień gospodarczego rozwoju i nie dorównujące skandynawskim standardom poszanowanie praw człowieka. W prywatnych rozmowach zarówno Europejczycy, jak i Turcy zgodnie twierdzą, że prawdziwą przyczyną jest silny opór ze strony Grecji oraz, co istotniejsze, fakt, że Turcja jest krajem muzułmańskim. Krajom europejskim nie uśmiecha się perspektywa otwarcia granic przed imigracją z 60 milionowego muzułmańskiego państwa, gdzie panuje wysokie bezrobocie. Co nawet bardziej znamienne, mają poczucie, że pod względem kulturowym Turcy nie należą do Europy. Kwestia praw człowieka, jak stwierdził w 1992 roku prezydent Ozal, to sztucznie wymyślona przyczyna niedopuszczenia Turcji do Wspólnoty Europejskiej. Prawdziwy powód jest taki, że my jesteśmy muzułmanami a oni chrześcijanami.”[2].

Oczywiście nie można do końca zgodzić się z prezydentem Turcji, co do praw człowieka, gdyż nie stanowią one żadnego sztucznego problemu, lecz są istotną częścią europejskiej tożsamości. Niemniej reszta wydaje się być w jakimś stopniu słuszna. Europa od dwóch tysięcy lat jest budowana na jakimś ładzie moralnym, który jest zupełnie odmienny od tego, na czym zbudowany jest porządek w Turcji. I prawdopodobnie nie da się tu wiele zmienić metodami nakazowo-administracyjnymi. Tak jak próbował to właśnie w Turcji uczynić Kemal Pasza po I wojnie światowej. Usiłował on wyrwać Turków z ich dotychczasowych obyczajów, struktur i wartości i dokonać gwałtownej westernizacji. Turcja po ponad 80 latach takiej polityki nadal pozostała sobą. Na przykładzie tego kraju widzimy, że mamy do czynienia z dwoma cywilizacjami, których pogodzenie w ramach jednego organizmu skończyłoby się niedobrze, gdyż jak stwierdził wybitny polski myśliciel i historyk, Feliks Koneczny: „Pomiędzy cywilizacjami nie ma syntez i być nie może, mogą być tylko trujące mieszanki.[3] Kluczem do zrozumienia jedności Europy wydaje się być właśnie słowo „cywilizacja”, które tenże cytowany myśliciel zdefiniował jako „metodę ustroju życia zbiorowego[4]. Europa dysponuje taką właśnie metodą, która wykształciła się pod wpływem Rzymu i zachodniego chrześcijaństwa.[5] Nie należy tu zapominać, że duże znaczenie dla tej cywilizacji „miało uratowanie przez Kościół nauki starożytnej i oparcie filozofii katolickiej na klasycznej filozofii greckiej - przede wszystkim na Arystotelesie i Platonie.[6] Zasadniczą cechą tej cywilizacji jest personalizm, dążenie do „poczucia osobistej odpowiedzialności, troska o zdrowie jako fragment życia publicznego, produkcja jako podstawa dobrobytu. Dla cywilizacji łacińskiej „pomostem między bytem materialnym a duchowym jest sztuka”, z kolei wyrażane przez nią piękno „ma służyć za szatę i narzędzie dla piękna duchowego, czyli dla dobra moralnego, celem zaś nauki w tej cywilizacji ma być poznanie prawdy. Inną widoczną dziś cechą tej cywilizacji jest również jawne roztrząsanie spraw społecznych i państwowych”. Inną cechą tej cywilizacji jest przyjęcie etyki katolickiej za swoją, gdyż cywilizacja ta jest „córą Kościoła”. W opinii Konecznego zwalczanie etyki katolickiej jest czynnością zwróconą przeciw cywilizacji łacińskiej. /.../ wobec postulatów moralności muszą ustępować inne kategorie bytu. Wymagania etyczne odnoszą się zarówno do życia prywatnego jak i publicznego.[7] Większość tych postulatów cywilizacyjnych, w różnym stopniu realizowanych w historii Europy przenoszona była przez dzieje głównie przez myśl Kościoła Rzymskiego, który przez długie wieki był jedyną instytucją obejmującą swym wpływem całą wspólnotę europejską, a przynajmniej jej część zachodnią, najbardziej zainteresowaną spuścizną po Cesarstwie Zachodnio-Rzymskim. Papież Jan Paweł II w czasie swego słynnego przemówienia w Polskim Parlamencie 11.06.1999 r. dokonał takiej skrótowej oceny wkładu Kościoła w dzieje i oblicze Europy. Powiedział wówczas m.in.: „pielgrzymując po ścieżkach czasu, Kościół właśnie z naszym kontynentem związał swą misję tak ściśle jak z żadnym innym. Duchowe oblicze Europy, kształtowało się dzięki wysiłkowi wielkich misjonarzy i dzięki świadectwu męczenników. Kształtowano je w świątyniach wznoszono z wielkim poświęceniem i w ośrodkach życia kontemplacyjnego, kształtowano je oczywiście w humanistycznym posłaniu uniwersytetów. Kościół powołany do troski o duchowy wzrost człowieka jako istoty społecznej, wnosił w Europejską kulturę jednolity zbiór wartości. Zawsze trwał w przekonaniu, że autentyczna polityka kulturalna powinna ujmować człowieka w jego całości, to znaczy we wszystkich jego wymiarach osobowych - bez pomijania wymiaru etycznego i religijnego. Jakże uboga pozostałaby kultura europejska, gdyby zabrakło w niej chrześcijańskiej inspiracji! Dlatego Kościół przestrzega przed redukowaniem wizji zjednoczonej Europy wyłącznie do jej aspektów ekonomicznych, politycznych oraz przed bezkrytycznym stosunkiem do konsumpcyjnego modelu życia. Nową jedność Europy, jeśli chcemy by była ona trwała, winniśmy budować na tych duchowych wartościach, które ją kiedyś ukształtowały, z uwzględnieniem bogactwa i różnorodności kultur i tradycji poszczególnych narodów. Ma to być bowiem Wielka Europejska Wspólnota Ducha”.[8]

Wypowiedź ta wpisuje się w cały szereg innych enuncjacji papieskich dotyczących Europy, utrzymanych mniej więcej w tym duchu. Zawiera ona cały szereg myśli, które wydają się być niezwykle istotne dla uzmysłowienia sobie własnych korzeni oraz znalezienia dróg postępowania dziś. Przede wszystkim Ojciec Święty jednoznacznie odwołuje się do dziedzictwa duchowego i kulturalnego Europy, który trzeba uwzględnić, przy konstruowaniu także wizji politycznych. Skoro mowa o kulturze, w cytowanym akapicie znalazło się np. wspomnienie o uniwersytetach i ich wielkim dziele w naszych dziejach. Jest to kolejny jakże wspaniały przykład na wspólnotę myśli europejskiej, gdyż „duchowy rozwój Europy nastąpił dokładnie w ślad za rozwojem uniwersytetów. Co więcej można mówić o ekspansji uniwersytetów z Europy na świat. Uniwersytet z całą pewnością należy do bogactwa faktów historycznych stanowiących i konstytuujących Europę. Uniwersytety pojawiły się wyłącznie w chrześcijańskiej epoce europejskiej kultury, ponieważ chrześcijańska wizja człowieka jako istoty rozumnej w pełni usprawiedliwia istnienie wolnej instytucji zajętej poszukiwaniem prawdy, i która jako alma mater przyczyniła się do rozwoju osoby w prawdzie. Musimy zauważyć, że przyswojenie sobie filozofii greckiej jak i chrystianizacja tradycji greckiej oraz łacińskiej, przygotowały grunt dla założenia uniwersytetów.[9] Z wszechnicami nauki wiąże się inny postulat ważny dla duchowej jedności Europy - filozofia, której zadaniem ma być dążenie do prawdy, a która jest jednym z filarów zdrowej cywilizacji. W dzisiejszych czasach, kiedy tyle się mówi o integracji, musimy zdobyć się na pewne słowa prawdy, „że w naszym stuleciu znacznie więcej ludzi zostało zamordowanych przez systemy polityczne oparte na fałszywej filozofii niż w jakiejkolwiek innej epoce. Europa stoczyła się na poziom barbarzyństwa. Największe zbrodnie naszego stulecia były planowane na zimno i były owocem filozoficznych, a raczej sofistycznych idei Marksa i wielu innych. W imię tych idei usprawiedliwiano mord milionów... Filozofia odgrywa decydującą rolę w życiu politycznym i publicznym (...), ponieważ filozofia i cała atmosfera kultury w kraju wywiera ogromny wpływ na ludzi. W różnych formach rasizmu, dyskryminacji pewnych grup społecznych, w ustanowieniu praw broniących aborcji, eutanazji i w wielu innych problemach, właśnie idee filozoficzne kosztowały życie większej ilości ludzi niż jakiekolwiek pomyłki lekarskie[10]. W naszych Europejskich realiach „zdrada filozofii jest zdradą całej rzeczywistości[11]. Już na podstawie uwag tu zawartych widać, jak wiele zadań czeka tych, którzy chcą być europejczykami w pełnym tego słowa znaczeniu, i w związku z tym pragną przywrócić na kontynencie zasadnicze wartości, leżące u podstaw jego wielkości, a które ostatnio zdają się być zagrożone. Co do papieskiej wizji Europy, a przede wszystkim faktu, że jego zdaniem nie należy jej ograniczyć tylko do spraw ekonomicznych i politycznych, to podobne niebezpieczeństwo zostało dostrzeżone także z zupełnie innej strony, co wydaje się bardzo wartościowe. Otóż cytowany już Samuel Huntington pisze: „o wiele poważniejsze od kwestii ekonomicznych i demograficznych są problemy wynikające z upadku moralności, kulturowego samobójstwa i braku jedności politycznej Zachodu[12]. Można więc chyba pokusić się o stwierdzenie, że z redukcjonistyczną wizją Europy nie zgadza się wielu rozsądnie na jej temat myślących ludzi. Jeszcze raz powołam się tu na Papieża, który w 1991 roku do swych rodaków mówił w kontekście Europy: „nie jest przywracaniem wartości człowiekowi spychanie go do tego wszystkiego co zmysłowe, do tych wszystkich rodzajów pożądania, do tych wszystkich ułatwień w dziedzinie zmysłów, w dziedzinie życia seksualnego, w dziedzinie używania. Nie jest dźwiganiem człowieka, nie jest miarą kultury, nie jest miarą europejskości, na którą tak często powołują się niektórzy rzecznicy naszego ‘wejścia do Europy’. Przede wszystkim my wcale nie musimy do niej wchodzić, bo my w niej jesteśmy. Pierwszy premier II Rzeczypospolitej mówił to w Radzie Europejskiej w Strasburgu: w jakiś sposób zawsze byliśmy i jesteśmy w Europie. Nie musimy do niej wchodzić, ponieważ ją tworzyliśmy, i tworzyliśmy ją z większym trudem, aniżeli ci, którym się przypisuje albo którzy sobie przypisują patent na Europejskość, wyłączność.

 A co ma być kryterium, co ma być kryterium wolności? Na przykład wolność odbierania życia nie narodzonemu dziecku?

Moi drodzy bracia i siostry, ja pragnę jako Biskup Rzymu zaprotestować przeciwko takiemu klasyfikowaniu Europy, Europy Zachodniej. To obraża ten wielki świat kultury, kultury chrześcijańskiej, z któregośmy czerpali i któryśmy współtworzyli, współtworzyli także za cenę naszych cierpień.”[13] Tym cytatem przeszliśmy do problemu, którego nie sposób nie poruszyć w tym miejscu, a odnosi się on do relacji Polski z Europą i jej dziedzictwem kulturowym.

Już w początkach swej państwowości Polska bardzo mocno związała się z łacińską częścią Europy, już poprzez sam chrzest w roku 966. Późniejsze wydarzenia świadczą o coraz mocniejszym związaniu się Polski z średniowieczną europejską „Civitas Christiana”. Za przykład może tu posłużyć choćby postać Św. Wojciecha, patrona Polski, „który był przez całe swoje życie jej przyjacielem. Zajechał do Polski dopiero z początkiem roku 997. Przedtem nigdy u nas nie był, ale obserwował postępowanie Mieszka I i Bolesława Wielkiego, a widząc, że zgodne jest z wymaganiami moralności katolickiej stosowanej w życiu publicznym, stał się miłośnikiem dynastii Piastowskiej. Czechem był z rodu, ale z serca Polakiem. Uznawał i innym wykazywał, iż dobro powszechne wymaga, żeby Polska była silna w Europie.[14] Ten uczony mąż średniowiecznej Europy, którego europejskości nikt nie kwestionuje widział potrzebę istnienia katolickiej silnej Polski w Europie. Stąd decydował się wyruszyć na dalsze misje, ewangelizować wschodnie połacie kontynentu, gdzie zresztą wkrótce poniósł śmierć męczeńską.[15] Jego pośmiertną jakby zasługą był słynny zjazd w Gnieźnie w roku 1000, na którym obecny był sam cesarz Otton III, oraz ustanowienie tam metropolii kościelnej[16]. Zjazd ten był wynikiem jego starań o porozumienie Słowian z Niemcami na podstawie równości i sprawiedliwości.[17] Niestety późniejsze czasy znają mniej przykładów na kontynuowanie takiej myśli i takiej wizji Europy, na najwyższych szczeblach władzy. Niemniej np. myśl naukowa i kultura rozwijała się na naszym kontynencie tak, jakby był on jednością.

W Polsce nadal kultywowano i rozwijano cywilizację łacińską, na drogę której nasz kraj wszedł przez akt chrztu. Nie był to niekiedy proces łatwy, niekiedy dochodziło na tym tle do sytuacji drastycznych, jak np. zabójstwo św. Stanisława przez króla Bolesława Śmiałego, który sprzeciwiał się rozwojowi stosunków społecznych w duchu europejskim.[18] Za największe osiągnięcia polskiej myśli, czasów średniowiecza należy uznać dzieło rozpoczęte przez Królową Jadwigę, a w sferze politycznej przez szkołę polityczną panów krakowskich, chodzi mianowicie o ideę unii, którą Polska tamtego czasu wypracowała i wprowadziła w życie najpierw względem pogańskiej jeszcze Litwy, a potem innych pomniejszych ziem i państw, a której z zaciekawieniem przyglądały się narody sąsiednie, np. Czesi. Zasada tej myśli


zawiera się w krótkim stwierdzeniu: „wolni z wolnymi, równi z równymi.[19]9 Wydaje się, że rozwiązania ustrojowe tamtego czasu, oparte na samorządności podmiotu państwa, za jaki wówczas uważano naród szlachecki, mogą być pomysłem także na dziś.

Całkiem odrębne miejsce w historii Europy należy się polskiemu myślicielowi Pawłowi Włodkowicowi, który w początkach XV wieku na Soborze w Konstancji tocząc spór z Krzyżakami mówi: „nie jest dopuszczalne zmuszać do wiary chrześcijańskiej pogan zbrojnie lub przemocą, ponieważ ten sposób jest połączony z krzywdą bliźniego, a nie należy czynić zła dla osiągnięcia dobra. Nowe zaś i niesłychane jest owe kaznodziejstwo, które rózgami wymusza wiarę”[20]0. Dziś słowa te wydają się być oczywistością, lecz wówczas były niemalże deklaracją rewolucyjną, lecz co ciekawe Ojcowie soborowi uznali argumentację Włodkowica, który w swych wypowiedziach nie odwoływał się przecież do niczego innego, jak chrześcijańskiego personalizmu, a jednocześnie głosił naukę, którą dziś określamy mianem praw człowieka. Idee te nazywane są czasem przez naszych historyków polskim tolerancjonizmem, na nim właśnie oparte było funkcjonowanie państwa polskiego do tzw. Potopu Szwedzkiego w XVII wieku. Idee te zakorzenione w naszym narodzie świadczą o jego obecności w Europie. Świadczą o niej także inne późniejsze wydarzenia związane z naszym krajem: Odsiecz Wiedeńska w roku 1683, walki Polaków o niepodległość narodów Europy w wieku XIX, zgodnie z hasłem „Za Wolność Waszą i Naszą”, przy czym słuszność polityczną niektórych z tych działań zostawmy na inną okazję. Czy Polska literatura i sztuka, która będąc na zachodzie mało znana mimo wszystko pozostaje świadectwem europejskości narodu polskiego?

Ta refleksja ma świadczyć o słuszności stwierdzenia papieskiego, że my w Europie jesteśmy i to, w sensie kulturowym już od tysiąca lat. Dzieje się tak także wtedy, kiedy Europa schodzi ze swoich dziejowych torów, kiedy musimy być europejczykami wbrew niej.

W tym miejscu należy się pewna dopowiedź, iż w różnych narodach Europejskich należy szukać wątków które świadczyłyby o ich dorobku kulturalnym jaki chciałyby one wnieść do wspólnego skarbca cywilizacji łacińskiej i to każdy winien robić na swój rachunek.

Tytułowe pytanie o możliwość zjednoczenia Europy pozostaje wciąż otwarte, bowiem odpowiedź na nie, zależy od nas samych, czy opowiemy się za zasadami cywilizacji łacińskiej czy za innymi wartościami, lub czymś, co można nazwać antywartościami, a wówczas integracja nie ma sensu, gdyż nie służy człowiekowi, a staje się bezdusznym biurokratycznym molochem, żyjącym swoim życiem.

 

Piotr Sutowicz

 


Stanowisko

Zarządu Głównego Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”

wobec wyborów parlamentarnych 2001 r.

 

Zbliżające się wybory parlamentarne zdają się wyznaczać nową cezurę w kształtowaniu się ładu demokratycznego w Polsce po odzyskaniu przez Naród suwerenności politycznej w 1989 roku. Polska jest dzisiaj zdecydowanie inna niż przed dwunasty laty, ale równocześnie nie na miarę naszych potrzeb i możliwości. Kwestią polskiej polityki staje się wzmocnienie integracji społeczeństwa w rozwiązywaniu istniejących problemów oraz w podejmowaniu nowych wyzwań rozwojowych.

Znakiem naszych czasów jest z pewnością ponowne odkrycie ważności polityki zarówno w życiu społecznym, jak i osobistym każdego z nas. Polityka stanowi nieodłączny wymiar egzystencji ludzkiej. Nasze dzisiejsze decyzje w rozmaitej mierze i w sposób nieunikniony mają wpływ na przyszłe pokolenia.

Katolicy nie mogą rezygnować z udziału w polityce, gdyż przez nią służą osobie i społeczeństwu, ożywiając duchem chrześcijańskim rzeczywistość doczesną. Nasze zaangażowanie polityczne charakteryzować powinien duch służby na rzecz dobra wspólnego, ukierunkowanie na promocję i obronę sprawiedliwości oraz wysokie kompetencje, skuteczność i jawność działania.

Pojawia się niestety groźna tendencja do skrajnej pragmatyzacji życia politycznego. Pod pozorem walki z ideologizacją polityki dąży się do całkowitego wyeliminowania z niej treści o charakterze aksjologicznym. Wartości, które w europejskiej kulturze politycznej od wieków stanowiły niezbędną przestrzeń dla urzeczywistniania się ideału prawdziwie ludzkiej civitas, są brutalnie rugowane z życia politycznego.

Podstawowym wyzwaniem dziś powinno być zapewnienie wzrostu dobrobytu polskich rodzin, umocnienie ich samodzielności materialnej oraz poprawa bezpieczeństwa publicznego. Tak sformułowany cel zakłada określony paradygmat ładu społecznego, oparty na poszanowaniu praw człowieka i akceptacji wartości rodziny, realizacji zasady pomocniczości i dbałości o dobro wspólne.

Katolicy w Polsce nie powinni się kierować doraźnymi emocjami i nie może być im obojętne stanowisko kandydata w takich np. kwestiach jak: godność osoby ludzkiej, stosunek do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, bezpieczeństwo demograficzne i ekonomiczne wspólnoty narodowej, poszanowanie tradycji narodowej, dbałość o godne miejsce Polski w Europie i w świecie.

Dlatego zwracamy się z apelem do wszystkich członków i sympatyków naszego Stowarzyszenia o odpowiedzialny udział w wyborach parlamentarnych i oddanie swojego głosu na kandydata, który kieruje się wyżej wymienionymi wartościami i zasadami oraz zagwarantuje realizację polskiego interesu narodowego w jednoczącej się Europie i w świecie.

Zwracamy się do wszystkich ludzi dobrej woli, aby sprawy przyszłości naszego narodu i państwa stały się przedmiotem refleksji wszystkich obywateli w Polsce.

 

Warszawa, 26 czerwca 2001 r.

 


BLISKO CHRYSTUSA, BLISKO CZŁOWIEKA...

 

Posoborowe dokumenty Urzędu Nauczycielskiego Kościoła przypadają na czas dwóch pontyfikatów: Pawła VI (trzeba tu wspomnieć zwłaszcza encykliki Populorum Progressio z 1967 r. i Humane Vitae z 1968 r.) oraz Jana Pawła II. W dalszych rozważaniach skupimy się na dokumentach ogłoszonych w czasie posługi obecnego Papieża. Zawierają one zresztą liczne odniesienia do najważniejszych encyklik poprzednich dziesięcioleci. Rozwijają zawarte tam nauczanie, poruszając jednocześnie nowe zagadnienia, aktualne dla współczesnej rzeczywistości.

Redemptor Hominis to pierwsza, jakby programowa encyklika Jana Pawła II. Ogłoszona została kilka miesięcy po jego wyborze na Stolicę Piotrową, 4 marca 1979 r. Ojciec Święty podejmuje w niej spuściznę najnowszej historii Kościoła i przedstawia priorytety swego pontyfikatu (rozdz. I); określa podstawowe przesłanie, jakie chce przekazać światu (rozdz. II), pochyla się nad problemami, z którymi dziś boryka się ludzkość (rozdz. III) i wskazuje na misję, jaką wobec człowieka pełni Kościół (rozdz. IV).

Przypomina najpierw, że Kościół zbliża się do historycznej chwili Wielkiego Jubileuszu – Jubileuszu, który ma odnowić w nas świadomość prawdy o Wcieleniu Syna Bożego. Podkreśla, że jako następca Piotra jest sługą tej właśnie kluczowej prawdy. U początku swej posługi, na progu nowego Tysiąclecia, swą myśl i serce kieruje ku Jezusowi Chrystusowi, Odkupicielowi człowieka (łac. Redemptor hominis). Podkreśla swą łączność z całą tradycją Stolicy Apostolskiej, nawiązując zwłaszcza do ostatnich papieży. Pragnie kontynuować niespodziewanie krótki (trwający 33 dni) pontyfikat swego poprzednika, Jana Pawła I. Podobnie jak on przyjmuje dwa imiona – Jan i Paweł – przez co wyraża umiłowanie dziedzictwa, jakie pozostawili papieże Jan XXIII i Paweł VI. Dziedzictwo to związane jest ściśle z soborową odnową, którą „nowy papież” zamierza dalej prowadzić.

W drugim rozdziale Ojciec Święty dotyka istoty przesłania, z którym staje przed Kościołem i światem. Jest ono skoncentrowane wokół tajemnicy Chrystusa, wokół Wcielenia i Odkupienia. Odkupiciel człowieka jest centrum wszechświata i historii, Głową Kościoła, spełnieniem wszelkich ludzkich dążeń. Jan Paweł II mówi o „boskim” i „ludzkim” wymiarze dzieła Odkupienia. „Boski” wymiar oznacza, że Chrystus zadośćuczynił ojcowskiej miłości Boga, która została „odepchnięta” poprzez ludzkie grzechy; że stał się najpełniejszym objawieniem Bożej miłości i miłosierdzia. Objawił w pełni ojcowską miłość jako potężniejszą od grzechu, słabości i śmierci; jako miłość zdolną poprzez Odkupienie dokonać niejako nowego stworzenia.

Chrystus nie tylko objawia niewidzialnego Boga. „Ludzki” wymiar Odkupienia oznacza, że jest On jedynym, który objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i przez swe Wcielenie jednoczy się z każdą ludzką osobą.[21] Jan Paweł II pochyla się tu głęboko nad tajemnicą człowieka, zauważając, że tylko wtedy może on zrozumieć samego siebie, jeśli spotka się z Miłością, jeśli odnajdzie w niej żywe uczestnictwo. Takiej Miłości - pisanej z dużej litery – doświadczyć można w pełni jedynie w Chrystusie. Chcąc odczytać sens swego życia człowiek musi „ze swoim niepokojem, niepewnością a także słabością i grzesznością, ze swoim życiem i śmiercią, przybliżyć się do Chrystusa. Musi niejako w Niego wejść z sobą samym, musi sobie „przyswoić”, zasymilować, całą rzeczywistość Wcielenia i Odkupienia (...).” Zaowocuje to nie tylko zdumieniem nad wielkością Bożej miłości, ale również nad godnością człowieka. „Właśnie owo głębokie zdumienie wobec wartości i godności człowieka nazywa się Ewangelią, czyli Dobrą Nowiną. Nazywa się też chrześcijaństwem.” [22]

Podstawowym zadaniem Kościoła jest niestrudzone głoszenie tajemnicy Chrystusa i doprowadzanie wszystkich do zjednoczenia z Nim. Kościół nie zamierza tym samym burzyć dorobku rozmaitych kultur ani narzucać komukolwiek swoich przekonań. Szanując wolną wolę i sumienie każdego człowieka, chce prowadzić twórczy dialog ze światem i z innymi religiami, ukazując wszystkim niezgłębione misterium Wcielenia i Paschy. Ma świadomość, że w ten sposób równocześnie uświadamia człowiekowi jego własną godność i stoi na straży transcendentnego wymiaru osoby ludzkiej. Chrześcijaństwo jest więc ściśle związane z prawdziwym humanizmem, co więcej – daje mu najgłębsze podstawy. Encyklika powie, że „Wszystkie drogi Kościoła prowadzą do człowieka”; człowiek jest „ pierwszą i podstawową drogą Kościoła, drogą wyznaczoną przez samego Chrystusa (...)”.[23]

Zabiegając o zbawienie człowieka, Kościół musi ogarnąć swą troską wszystkie wymiary ludzkiego życia, również w aspekcie doczesnym; na płaszczyźnie indywidualnej jak i społecznej. Jan Paweł II pochyla się w tym miejscu nad konkretnymi problemami współczesnego człowieka. Mówi o zagrożeniach płynących ze zniszczenia naturalnego środowiska, z faktu, że niektóre wytwory cywilizacji obracają się przeciw ludzkości. Porusza problem licznych niesprawiedliwości społecznych. Przypomina zasadę prymatu etyki nad techniką, osoby nad rzeczą, ducha nad materią; zasadę solidarności, wedle której postęp ekonomiczny winien służyć powszechnemu rozwojowi poszczególnych ludzi i narodów. Docenia wysiłki zmierzające do określenia nienaruszalnych praw człowieka, wskazując jednakże na fakt, iż pozostają one często martwą literą. Tymczasem bez poszanowania owych praw niemożliwe jest osiągnięcie prawdziwego pokoju pomiędzy narodami, niemożliwe jest właściwe funkcjonowanie państwa. To ostatnie ma służyć dobru wspólnemu obywateli, czego warunkiem jest również poszanowanie ich prawa do wolności religijnej. Apeluje, by każdy program społeczny, ekonomiczny, polityczny, stawiał na pierwszym miejscu człowieka.

Czwarty rozdział encykliki jeszcze szerzej rozwija temat wrażliwości Kościoła na wszystkie ludzkie sprawy. Skoro Chrystus w tajemnicy Wcielenia i Odkupienia zjednoczył się z każdym człowiekiem, to i Kościół, Mistyczne Ciało Chrystusa, musi przyjąć podobną postawę. Rozliczne nędze ludzkości powinny pobudzać chrześcijan do ewangelizacji i


zaangażowania społecznego; powinny kierować nasz wzrok ku Zbawicielowi i rodzić gorącą modlitwę do Ducha Świętego. To wołanie do Ducha – i o Ducha – jest odpowiedzią na wszystkie materializmy naszej epoki.”[24]4 Papież przypomina, że Kościół służy człowiekowi biorąc udział w potrójnym posłannictwie Chrystusa: prorockim, kapłańskim i królewskim. Posłannictwo prorockie oznacza przede wszystkim wierność prawdzie i głoszenie na różny sposób Słowa Bożego. Posłannictwo kapłańskie opiera się na życiu sakramentalnym, którego szczyt stanowi Eucharystia, związana ściśle z Pokutą. Poddanie się działaniu Bożej łaski w sakramentach, warunkuje owocność posługi chrześcijanina w Kościele i w świecie. Uczestniczenie w królewskim posłannictwie Chrystusa oznacza gotowość służenia wszystkim na Jego wzór. „Prawdziwie panować można tylko służąc”5. Miłość, która urzeczywistnia się w służbie, jest szczytowym wypełnieniem daru wolności. Każdy chrześcijanin otrzymuje jedyny, niepowtarzalny dar łaski, który jest jego powołaniem i który winien być wykorzystany w służbie innym ludziom.

W ostatnim punkcie Encykliki Papież jeszcze raz precyzuje myśl przewodnią dokumentu: Kościół ma za zadanie „zachować tę dynamiczną spójnię Tajemnicy Odkupienia z każdym człowiekiem”.6 Z jednej strony wspólnota kościelna ma udział w niepojętych bogactwach Objawienia, z drugiej zaś strony staje wobec ludzi, którym bogactwa te trzeba przekazać. Staje wobec ludzi słabych i grzesznych, uwikłanych w skomplikowane problemy społeczne, ekonomiczne, polityczne. Logika Chrystusowego Wcielenia i Odkupienia nakazuje pochylić się nad tymi problemami. Głęboki humanizm oraz – zgodne z życiowym powołaniem i możliwościami - zaangażowanie w życie społeczne są nieodzownym elementem chrześcijaństwa.

Na koniec Jan Paweł II kieruje swe spojrzenie ku Matce Odkupiciela. Wyraża przekonanie, że Ona najlepiej potrafi wprowadzić nas w Boski i ludzki wymiar tajemnicy Odkupienia. W Niej odwieczna miłość Boga nabiera znamion bliskich, jakby łatwiej dostępnych dla każdego człowieka (...). Poprzez Jej macierzyńską obecność Kościół nabiera szczególnej pewności, że żyje życiem swojego Mistrza,(...) że jest po prostu bliski człowiekowi.” 7

Łatwo dostrzec, że w encyklice przewijają się nieustannie dwa słowa: „Chrystus” i „człowiek”. Zapatrzenie w tajemnicę Chrystusa i aktywne zainteresowanie wszystkimi ludzkimi sprawami to charakterystyczne rysy duchowości Jana Pawła II. To propozycja postawy życiowej dla każdego chrześcijanina.

 

Agata Combik

 

 


Protest

Zarządu Głównego Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”

wobec manipulatorskich praktyk

Telewizji Polskiej S.A.

 

Wyrażamy stanowczy protest wobec manipulatorskich praktyk Telewizji Polskiej S.A., których najnowszym przykładem było wyemitowanie filmu dokumentalnego pt. Dramat w trzech aktach”. Wykorzystanie społecznego mechanizmu uwiarygodniania informacji przez sam fakt jej wyemitowania i to w porze największej oglądalności budzi tym większe oburzenie, że mamy tu do czynienia z nadawcą publicznym.

Łamiąc po raz kolejny zasadę bezstronności politycznej, TVP S.A. sprzeniewierza się swej misji społecznej i przyczynia się do destabilizacji życia publicznego w Polsce. Wobec powtarzania się tych działań traktujemy to zjawisko jako dalszy ciąg zaplanowanej kampanii dezinformacji, której celem jest eliminowanie politycznych konkurentów.

W związku z tym wzywamy odpowiednie komisje Sejmu i Senatu Rzeczpospolitej Polskiej, Krajową Radę Radiofonii i Telewizji oraz pozostałe organy nadzorujące do wyciągnięcia stosownych konsekwencji mających na celu uniemożliwienie podobnych praktyk w przyszłości.

 

Warszawa, 26 czerwca 2001 r.

 

 

Oświadczenie

Zarządu Głównego Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”

w sprawie poszanowania godności narodu polskiego

 

Zbliża się 60. Rocznica dokonania ohydnego mordu na grupie obywateli polskich narodowości żydowskiej w Jedwabnem. Moralny wymiar tego aktu, bez względu na to, kto jest jego sprawcą, pozostaje poza wszelką dyskusją. Niedopuszczalne jest jednak wydawanie ostatecznych wyroków w tej sprawie bez dokładnego zbadania wszystkich okoliczności oraz całego kontekstu historycznego, a zwłaszcza bez ustalenia odpowiedzialności za kierownicze sprawstwo tej zbrodni. Próby obarczania narodu polskiego odpowiedzialnością zbiorową za ten czyn uznać należy za prowokację sytuującą się w logice tzw. shoah business.

W związku z tym wyrażamy nasz stanowczy protest przeciw zapowiadanym aktom przeprosin za zbrodnię w Jedwabnem ze strony najwyższych władz państwowych w imieniu narodu polskiego. Poczucie godności narodowej nie pozwala nam na obojętność wobec prób poniżania całego narodu opartych na świadomym fałszowaniu prawdy historycznej. Dialog, a w konsekwencji pojednanie między narodami polskim i żydowskim, musi opierać się na prawdzie, bez względu na to jak bardzo byłaby ona bolesna dla każdej ze stron.

 

Warszawa, 26 czerwca 2001 r.


O godność narodu

 

W ostatnich miesiącach wiele miejsca w środkach masowego przekazu zajmuje tzw. sprawa Jedwabnego. Wokół tej sprawy wytworzyło się sporo emocji, które w żadnym wypadku nie służą poznaniu prawdy. Zamiast stopniowo przygasać wraz ze zbliżaniem się 60 rocznicy ohydnego mordu jaki miał tam miejsce, zdają się one narastać. Także w naszym Stowarzyszeniu kwestie te stały się przedmiotem dyskusji, nie tyle jako fakt prasowy co jako przyczynek do oceny stosunków Polsko – Żydowskich. Z pewnym zaniepokojeniem zauważyliśmy, że środowiskom i osobom zajmującym się tą sprawą wcale nie chodzi o poznanie prawdy na temat mordu, lecz o doraźne korzyści polityczne czy finansowe, a być może o niedopuszczenie do przypisania tych zbrodni niemieckiemu nazizmowi, który w każdym wypadku jest moralnym sprawcą tego czynu. W imię takich właśnie partykularnych celów środowiska te już wydały wyrok zarówno na samych mieszkańców Jedwabnego jak i na naród Polski w ogóle. Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana”, które jest organizacją chcącą współtworzyć rzeczywistość Polską poprzez działalność formacyjną i społeczną opartą na wartościach chrześcijańskich i narodowych - w trosce o dobro wspólne, nie może spokojnie patrzeć na noszącą znamiona planowości akcję, której wynikiem jest poniżanie godności narodu wynikające z fałszywych przesłanek opartych na świadomym fałszowaniu historii, co przypomina nam najgorsze wzorce z czasów tzw. minionej epoki. W związku z tymi niejasnościami zdecydowaliśmy się na wyrażenie naszego protestu przeciw zapowiadanym aktom przeprosin za zbrodnię w Jedwabnem ze strony najwyższych władz państwowych w imieniu narodu polskiego.

Nasze stanowcze stanowisko w tej sprawie nie oznacza, że jesteśmy przeciwni dialogowi Polsko – Żydowskiemu, lecz zakładamy, że musi on opierać się na prawdzie, bo tylko dzięki niej można stworzyć sytuację, w której obie strony będą się wzajemnie szanować.

 

Henryk Koch

 

 

Chrześcijańska idea jedności Europy w wiekach średnich

- prekursorzy (cz. III) -

 

Cesarz Otton III i papież Sylwester II

 

Otton III (980 - 1002), król niemiecki, cesarz rzymski (do 996 roku), nawiązał do wielkich przedsięwzięć Karola Wielkiego w swych koncepcjach utworzenia uniwersalnego państwa chrześcijańskiego pod władzą cesarza i papieża. Na swych pieczęciach umieścił napis: Renovatio Imperii Romanii [25].

Po śmierci cesarza Ottona II (983 roku) sytuacja Cesarstwa przedstawiała się niepomyślnie. Trzyletni syn zmarłego cesarza, Otton III, został wprawdzie jeszcze za życia koronowany na króla Niemiec, ale - ze względu na swój wiek - nie był praktycznie brany w rachubę. O sprawowanie więc opieki nad małoletnim walczyła cesarzowa wdowa, Teofano, oraz Henryk Kłótnik, książę Bawarii. Groźbę sytuacji powiększało gwałtowne powstanie Słowian połabskich, którzy w 983 roku, zaskoczywszy swym wystąpieniem garnizony niemieckie, zrzucili obce jarzmo i zagrozili nawet posiadłościom saskim położonym na zachód Łaby. W tych warunkach cesarzowa musiała zdecydować się na szereg kompromisów, przede wszystkim zaś na ustępstwa wobec Henryka Kłótnika. Zapewniło to jej możność utrzymania regencji w swych rękach i przekazania potem na łożu śmierci rządów wdowie po Ottonie I - Adelajdzie.[26]

Długoletni okres regencji nie wpłynął dodatnio na układ stosunków wewnętrznych Rzeszy. Toteż kiedy wreszcie w 995 roku młody Otton przejął władzę z rąk regentki, czekały go rozliczne trudności.

Wychowany w kulcie Imperium Rzymskiego i Cesarstwa ottońskiego, mający ambicje kontynuowania tradycji rzymskich, przystąpił z zapałem do realizacji wyśnionej przez siebie wizji. Marzył o imperium uniwersalnym, obejmującym również Bizancjum. Jego ośrodek dyspozycyjny znajdowałby się oczywiście we Włoszech, a wchodzące w skład Cesarstwa kraje, takie jak Niemcy, Galia, Słowiańszczyzna, posiadałyby równe prawa. Władza najwyższa, zarówno w sprawach duchownych, jak i świeckich, należałaby do cesarza, którego pełnomocnikiem w dziedzinie duchowej byłby papież. Otton III uzależnił zresztą od siebie Papiestwo, obsadzając je oddanymi sobie jednostkami (Grzegorz V i Sylwester II)[27]. Jego przejęcie się Rzymem i Bizancjum, oddalały go od interesów saskich. Był też świadom trudności w pozyskaniu sojuszników wewnętrznych i zewnętrznych do idei res publika i renovatio imperii Romanii[28]. W czasie oblężenia przez Rzymian twierdzy, w której się zamknął, w 1001 roku, rzucił gorzkie słowa: Czyż nie jesteście moimi Rzymianami? Przez was pozostawiłem swoją ojczyznę i swoich krewnych. Dla miłości do Was odrzuciłem swoich Sasów i wszystkich Niemców, krew swoją[29]. Krąg zaufanych i bliskich osób Ottona III stanowili hierarchowie kościelni: biskup dworski - Leon, Bruno (papież Grzegorz V), Gerbert d’Aurillac (papież Sylwester II) - jego nauczyciel, przyjaciel i doradca, arcybiskupi i biskupi zachodniej części Cesarstwa, duchowni drugiego rzędu, włoscy i greccy panowie świeccy, jak Ekkehard, patrycjusz Ziazzione (szwagier Mieszka I). W takim kręgu dojrzewała Ottonowa myśl o mocarstwowych zamierzeniach najwyższego rzędu.

Poglądy młodego cesarza budziły żywe niezadowolenie w Rzeszy, która czuła się w tej kombinacji zepchnięta hierarchicznie w dół. W Niemczech z dnia na dzień wzrastały więc szeregi opozycji. Równocześnie we Włoszech, z poduszczenia agentów bizantyjskich, pogłębiał się ferment, który przerodził się ostatecznie w powstanie antyniemieckie. Zmusiło ono Ottona do opuszczenia Rzymu. W rozterce, czy walczyć z powstaniem we Włoszech, czy też bronić swej zagrożonej pozycji w Rzeszy, przenosił się cesarz z miejsca na miejsce. Atak malarii, której nabawił się w czasie tej wędrówki, przyczynił się do jego przedwczesnej śmierci (1002 roku), grzebiąc ostatecznie ciekawą koncepcję Cesarstwa, opartego na federacji równouprawnionych ludów[30].

O udziale papieża Sylwestra II w całym zamyśle o Respublica christiana można wnioskować z obecności tego wybitnego ówczesnego intelektualisty w najbliższym otoczeniu cesarza w 997 roku, w czasie drugiej jego podróży rzymskiej w 998 roku i rzecz jasna w czasie sprawowania pontyfikatu, na który wyniosła go wola Ottona III[31]. Zgony cesarza i papieża w krótkim odstępie czasu, przekreśliły ten projekt, z którego pozostały do dziś dnia: Gniezno i Ostrzyhom z ich posłaniem zachodniej kultury europejskiej.

W sporze dziejopisarskim o to, czy pomysły Ottona III i Gerberta – papieża Sylwestra II nie były tylko marzeniem, „zbyt młodego cesarza” i „zbyt uczonego papieża” lub też czy nie świadczą one o zamyśle realistycznym w urzeczywistnianiu śmiałego planu pro restituenda republica[32], Obstaje się przy tezie drugiej, zwłaszcza patrząc z perspektywy wschodniej polityki cesarskiej.[33] Poglądy opozycji saskiej czekającej swej godziny oraz roszczenia Kościoła magdeburskiego nie odpowiadały pod koniec X wieku sytuacji tej części Europy, gdzie władza cesarska napotykała na aspiracje władców Polski i Węgier. Władcy ci nie pozwolili na wejście w bezpośrednią podległość wobec Cesarstwa. Jaką zatem była alternatywa wysunięta przez Ottona III i Sylwestra II? W dyskusjach powstałych wokół pielgrzymki cesarskiej do grobu Świętego Wojciecha w Gnieźnie w roku 1000, można odczytywać w płaszczyźnie wielkiej polityki zarys celu ostatecznego. Była nim nowa organizacja świata chrześcijańskiego, w jego części zachodniej, a przynajmniej tych krajów, które uznawały autorytet cesarski w sprawach świeckich i kościelnych. Za cenę gwarancji stabilności terytoriów chrześcijańskich na obrzeżu wschodnim obrzędu łacińskiego i dalszej ekspansji misyjnej, należało, zdaniem Ottona i Sylwestra, wciągnąć do pełnej współodpowiedzialności silnych partnerów. Tymi sojusznikami byli książęta: Bolesław polski i Stefan węgierski.

Bolesław Chrobry pojawia się w polskiej tradycji zjazdu gnieźnieńskiego jako brat i współpracownik Cesarstwa, ludu rzymskiego przyjaciel i sojusznik[34]. Tytuły te wyrażały zaufanie cesarskie zdobyte w ciągu blisko czterdziestu lat współdziałania Cesarstwa i księstwa polskiego przy jednoczesnym wsparciu papieskim. Po męczeńskiej śmierci Świętego Wojciecha w czasie drugiego pobytu rzymskiego Ottona III, najpierw zaraz po objęciu przez Gerberta w kwietniu 999 roku, powstało arcybiskupstwo Świętego Wojciecha. Tak bowiem pierwotnie nazwano metropolię polską, stawiając na czele przyrodniego brata Świętego, Radzima - Gaudentego. W marcu tysięcznego roku Radzim został intronizowany w katedrze gnieźnieńskiej w obecności Ottona III i legata papieskiego - Roberta. Jak wiadomo, powstały trzy podległe jemu diecezje: kołobrzeska, krakowska i wrocławska. Biskup polski, wówczas z siedzibą w Poznaniu, nadal pozostał niezależny i po jego śmierci (1012 roku) następca jako biskup poznański podporządkował się nowej polskiej prowincji kościelnej.

Cesarz udał się do Gniezna w 1000 roku jako servus Jesu Christi, jako organizator Kościoła, a jednocześnie jako Romanorum imperator - augustus odpowiedzialny za odnowienie Cesarstwa[35]. Przekazanie w Gnieźnie świętej włóczni władcy polskiemu (jej ostrze do dziś dnia przechowywane jest w katedrze krakowskiej) oznacza dokładnie w języku ówczesnych symboli rangę polskiego księcia. To oznaka władzy delegowanej, w sferze kościelnej oznaka obowiązku defensio Ecclesiae; przynosiła władcy opiekę nad Kościołem krajowym, łącznie z desygnacją biskupów. Inny dar dla Bolesława udzielony w czasie drogi powrotnej to tron Karola Wielkiego, odkryty przez Ottona III podczas jego sławnego zejścia do grobu pierwszego odnowiciela Cesarstwa zachodniego.[36]

W czasie zjazdu gnieźnieńskiego cesarz dokonał aktu, którego korzenie sięgają zwyczajów bizantyjskich. Włożył na skronie Bolesława swój diadem cesarski udzielając mu rangi braterskiej w rodzinie władców. To wydarzenie było przyczyną do powzięcia przez niego starań w Rzymie o koronę królewską.

Koncepcja uniwersalistyczna i rzymska - w kontraście z wersją saską pojmowania dziedzictwa Imperium, tak można nazwać ideę Ottona III, zrodzoną zapewne już za regencji Teofano, a dojrzałą i realizowaną za jego panowania. Można powiedzieć, że na przełomie pierwszego i drugiego tysiąclecia, powstał śmiały program polityczny swoistej wspólnoty, który miałby szansę na rozwój i sukces. Nie była to ani konserwatywna utopia ani struktura sztywna, nie brakowało jej twórcom rozmachu i inicjatywy. Jednakże owa projektowana równowaga europejska załamała się, gdy młody cesarz i uczony papież opuścili scenę dziejową u progu zaczętego dzieła.

Katarzyna Konecka

 



[1] K. M. Morawski, Źródło rozbiorów Polski, Poznań 1935, s. 12.

[2] S.P. Huntington, Zderzenie Cywilizacji, Warszawa 1998, s. 209-210.

[3] F. Koneczny, O ład w historii, Warszawa - Struga 1992, s. 48.

[4] Ibidem s. 14.

[5] A. Krąpiec, O ludzką politykę, Warszawa 1996, s. 286.

[6] J. Kossecki, Podstawy nauki porównawczej o cywilizacjach, Kielce 1996, s. 64.

[7] F. Koneczny, Prawa Dziejowe, Londyn 1982, t. 2, zob. s. 193-218.

[8] Jan Paweł II, Przemówienie w Sejmie RP, Warszawa, 11.06.1996 r., cyt. za Europa Jutra - Jana Pawła II wizja Europy, Kraków 2000, s. 254.

[9] Dr Alfred Wierzbicki, Głos w dyskusji, Ethos, Specjal Edition No 2, s. 179, Warszawa 1999, cyt. za Poszanowanie tożsamości narodów u podstaw jedności Europy, Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” – Warszawa 1999, s. 18-19.

[10] Josef Seifert, Diligere veritatem omnem et in omnibus, Poszanowanie tożsamości…, s. 17-18.

[11] Ks. T. Styczeń, głos w dyskusji, tamże, s. 18.

[12] S.P. Huntington, op. cit., s. 467.

[13] Jan Paweł II, Homilia, Włocławek 7.06.1991, w: Europa Jutra op. cit., s. 229.

[14] F. Koneczny, Święci w dziejach narodu Polskiego, Warszawa/Struga - Kraków 1988, s. 35

[15] Tamże, s. 42.

[16] Tamże, s. 43.

[17] Tamże, s. 44.

[18] Tamże, s. 53-64.

[19]9 A. Chołoniewski, Duch Dziejów Polski, Warszawa 2000, s. 56 i nn

[20]0T. Brzostowski, Paweł Włodkowic, Warszawa 1954, s. 74-75.

[21] por. Gaudium et Spes, 22

[22] Redemptor Hominis (RH), 10

[23] RH, 14

4 RH, 18

5 RH, 21

6 RH, 22

7 RH, 22

 

[25] A. Marszałek, Z historii europejskiej idei integracji międzynarodowej, Łódź 1996, s. 12.

[26] T. Manteuffel, Historia Powszechna. Średniowiecze, Warszawa 1999, s. 164-165.

[27] T. Manteuffel, op. cit., s. 166.

[28] K. Śmigiel, ks., Święty Wojciech w tradycji i kulturze europejskiej, Gniezno 1992, s. 50.

[29] Tamże, s. 51.

[30] K. Śmigiel, op. cit., s. 53.

[31] K. Śmigiel, op. cit., s. 59.

[32] A. Gieysztor, Sylwester II i Kościoły w Polsce i na Węgrzech, w: Święty Wojciech w tradycji i kulturze europejskiej, pod red. K. Śmigla, Gniezno 1992, s. 52.

[33] Tamże.

[34] A. Gieysztor, op. cit., s. 56.

[35] Tamże, s. 53.

[36] K. Śmigiel, op. cit., s. 57.