U NAS

____________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________      

PISMO ODDZIAŁU DOLNOŚLĄSKIEGO

KATOLICKIEGO STOWARZYSZENIA „CIVITAS CHRISTIANA”

___________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Nr 5(52)  *  Rok (IX) 2002  *  czerwiec

______________________________________________________________________________

 

prof. dr hab. Mirosław Przyłęcki

 

Odra w historii regionów i narodów – cz. I

(Tekst wykładu wygłoszonego w ramach spotkań odrzańskich „Civitas Christiana” w siedzibie Oddziału Wrocławskiego w dniu 18 kwietnia)

 

Odra – najdłuższa i najważniejsza rzeka Śląska wpisała się wyraźnie w jego krajobraz i historię. Biorąc początek na ziemiach czesko – morawskich osiągała południowe granice regionu i stanowiła jedną z jego ważniejszych arterii wodnych i osi rozwoju. Na obecnej granicy polskiego Śląska we wsi Chałupki, na wzgórzu nieopodal Odry stanęła pod koniec XIII wieku pierwsza historyczna warownia, niewielki zamek zwany Nowym Zamkiem (Novum Castrum w dokumencie z 1295 r.) strzegący granic księstwa Bolka i przeprawy przez Odrę dróg do Raciborza (a dalej Opola i Wrocławia) oraz do księstwa siewierskiego. Po upadku księstwa ziębickiego obsadzili go rycerze – rozbójnicy. W 1440 r. zdobył go husycki dowódca Hynko Kruszyna (Krušina). W latach wojny XXX-letniej zamek został zburzony. Jego ostatnie relikty (m. in. wieżę) rozebrano w 1830 r. To pierwsza miejscowość na szlaku polskiego biegu naszej rzeki. I pierwsza geograficznie warownia odrzańska. Ich długą listę zamknie zamek szczeciński i prastary gród na wyspie Wolin na Bałtyku. Grody plemienia Opolan, Ślęzan, Dziadoszan i Pomorzan. Warownie Polski Piastowskiej. Zamki i fortyfikacje miejskie Królestwa Czech. Niektóre – na krótko były także punktem obrony wojsk węgierskich czy szwedzkich. Forty Cesarstwa Austrii. Fortece królestwa Prus, cesarstwa Niemiec i wreszcie III Rzeszy Niemieckiej. Przeprawy przez Odrę, zwłaszcza głównych historycznych szlaków handlowych – Szlaku Bursztynowego łączącego wybrzeża Adriatyku i Morza Tyrreńskiego z Bałtykiem i Wysokiej Drogi łączącej ziemie gallijskie z Rusią Kijowską i wybrzeżem Morza Czarnego już od wczesnego średniowiecza kształtowały centra plemienne Ślęzan i Opolan. Wzdłuż biegu Odry na jej brzegach powstawały liczne grody warowne, osady i wsie. I tak np. na obszarze dzisiejszego Wrocławia odkryto osiedla z neolitu (młodsza epoka kamienna 2500 – 1700 lat p.n.e.) na Oporowie, Gądowie i Krzykach. Były to osady nie związane bezpośrednio z Odrą i dość oddalone od jej brzegów. Ale już w okresie kultury łużyckiej (1300-400 lat p.n.e.) powstały nad Odrą grody na dzisiejszych Osobowicach – dokładniej na tzw. Szańcach Szwedzkich i Górze Kaplicznej. Grody te strzegły przepraw przez Odrę na długo przed uformowaniem się dzisiejszych narodowych państw. Wczesnośredniowieczne (IX, X, XI wiek) osady rybackie powstawały m.in. w Brzegu n/O, Opolu, Raciborzu, Lubiążu, Głogowie, Bytomiu O. i Krośnie. I w innych. Szereg z nich już na przełomie XII – XIII wieku pełniło funkcje miast. Centralne miasto odrzańskie – Wrocław w roku 1000 stał się stolicą nowoutworzonego biskupstwa, a w połowie XII – tego wieku w wyniku podziału państwa na dzielnice, stolicą najważniejszej – senioralnej dzielnicy Państwa Polskiego. Stolicami kolejnych księstw śląskich stawały się średniowieczne nadodrzańskie grody Opole, Głogów, Racibórz i Brzeg. Jeszcze później Koźle i Ścinawa. Ale z tym wczesnym okresem wiążą się i inne nadodrzańskie grody o wysokiej randze kasztelanii. To przede wszystkim Ryczyn k. Oławy i Uraz. Ich rola później zanikła. W Urazie powstał średniowieczny zamek, a w XVII w. rozwinęło się niewielkie miasteczko. Ryczyn uległ zagładzie – pozostały dziś tylko jego resztki zarośnięte lasem. Swoją obronną wielką rolę utracił już w średniowieczu Bytom Odrzański, stając się niewielkim miastem otwartym. Podobnie wczesnośredniowieczny gródek w Brodach, strzegący przeprawy przez okoliczne bagna i rzekę. Nowożytne miasteczko i zespół pałacowy powstały tu dopiero w XVI w., a rozwinęły się w XVII i XVIII w. dzięki inicjatywie dworu króla Polski – Augusta II Sasa.

Zdegradowany został gród w Widuchowej z X w. a także wyrosłe tu później średniowieczne miasteczko. Wczesnośredniowieczny gród plemienny z IX w. w Cedyni stanowiący graniczną warownię Państwa Pierwszych Piastów był świadkiem pierwszej chyba militarnej rozprawy wojów tego państwa pod wodzą Mieszka I i jego brata Czcibora z oddziałami brandenburskiego margrabiego Hodona w 972 r. Jego rola, jako warowni granicznej, od XII w. także kasztelanii, zanikła pod koniec średniowiecza. Książę Śląski Henryk Brodaty wzniósł tu jeszcze ok. 1253 r. murowany zamek (to chyba czwarte palatium tego władcy po Legnicy, Niemczy i Wrocławiu), ale miasteczko lokowane na prawie miejskim pod koniec XIII w. stało się wkrótce własnością Brandenburgii, a w pierwszej połowie XV w. – Zakonu Krzyżowego.

Szeroka i długa rzeka zapewniała założycielom i mieszkańcom najstarszych osad pitną wodę dla ludzi i bydła. Jej wody obfitowały w ryby a brzegi w łowieckie ptactwo wodne. Warunkowało to powstawanie i egzystencję wczesnych wiosek rybackich z towarzyszącym im także gospodarczym programem hodowlanym i rolniczym. Pasmo wodne z towarzyszącymi mu brzegami – czasem urwistymi, czasem podmokłymi o charakterze bagiennym, wzmacniało także obronę takich osad. Z kolei przeprawy dróg kołowych przez rzekę (brody, mosty, jednostki promowe) sprzyjały rozwojowi handlu. To przyciągało kupców, rzemieślników. Początkowe – typowo wiejskie rodzaje produkcji jak rybołówstwo, rolnictwo i hodowla bydła wzbogacały się (handel, rzemiosło, administracja). Rozwijały się czynniki miastotwórcze warunkujące dość szybkie (XIII – XIV wiek) przekształcanie się dawnych wsi i osad w miasta średniowieczne o pełnym programie funkcjonalnym. Tylko bardzo nieliczne miasta nadodrzańskie zakładano na tzw. „surowym korzeniu”. Rozpoczęta z początkiem XIII – tego wieku przez księcia wrocławskiego Henryka I Brodatego wielka reforma urbanizacyjna i gospodarcza nazwana przez niego „melioratio terrae nostrae” owocowała nadawaniem licznym miastom nadodrzańskim nowego, nowoczesnego prawa miejskiego. Prawa najczęściej magdeburskiego zwanego prawem niemieckim. Później – od ok. połowy XIII w. także prawa średzkiego – adaptowanej w podwrocławskiej Środzie Śląskiej wersji prawa magdeburskiego. Zapoczątkowana ok. połowy X w. misja chrystianizacyjna – zwłaszcza po utworzeniu biskupstwa we Wrocławiu, owocowała powstawaniem licznych świątyń, a kolejno parafii – przeważnie miejskich. Do tych średniowiecznych miast, o szybko rozwijających się funkcjach gospodarczo – administracyjnych, a często i obronnych, ściągały zakony. Głównie franciszkanie i dominikanie, czasem benedyktyni, bernardyni, cystersi. Ich żeńskie odpowiedniki i specjalne zakony żeńskie jak np. klaryski. Nadodrzański średniowieczny gród i osada przy brodowej przeprawie przez rzekę – Lubiąż już w 1175 r. stał się macierzystą bazą wielkiego zgromadzenia cystersów rewolucjonizującego śląską gospodarkę, kulturę i naukę. To zapewne właśnie cystersi – oprócz udoskonalania metod rybołówstwa zakładali pierwsze hodowle ryb w swych stawach, zwłaszcza w rejonie Milicza. To właśnie cystersi z Lubiąża (sprowadzeni tu z saksońskiej Pforty przez wrocławskiego księcia) zainicjowali odrzański transport wodny. Potwierdza to rewelacyjny przywilej wspomnianego już wyżej księcia wrocławskiego Henryka I, wydany 15 kwietnia 1211 r. w Rokitnicy, który stwierdza m.in.: „…pozwalamy ponadto braciom lubiąskim aby raz w roku swobodnie udawali się dwoma statkami na Pomorze po śledzie i dwa razy w roku także dwoma statkami po sól do Gubina i Lubusza, bez cła przez całą ziemię i władztwo nasze…”. W XIII – tym wieku prawo składu otrzymał port wrocławski obok Frankfurtu i Szczecina.

Ważną rolę odegrały też inne zakony w nadodrzańskich miastach jak zwłaszcza benedyktyni (od XII w. na wrocławskim Ołbinie), Dominikanie (od pocz. XIII w. we Wrocławiu i Raciborzu) i Franciszkanie (od XIII w. we Wrocławiu, Brzegu, Głogowie). Dramatycznie czasem ewoluujący rozwój stosunków politycznych, gospodarczych i militarnych bardzo szybko doprowadził do przekształcenia się dawnych osad obronnych i grodów z X i XI w. w nowoczesne zespoły obronne o konstrukcjach murowanych. Jako pierwsze miasta na Śląsku takie właśnie ceglane obwarowania zaczęto budować w nadodrzańskich miastach w Opolu (I-sza połowa XIII w.) i we Wrocławiu (poł. XIII w.). We Wrocławiu powstał także pierwszy – obok Legnicy, murowany zamek – palatium na terenie grodu z X w. na Ostrowie Tumskim. Był to m.in. wynik strategicznej roli tych nadodrzańskich miast w rozległym regionie Państwa Piastów. Potwierdzonej działaniami militarnymi w 1017 r. (wyprawa cesarza Henryka II niechlubnie zakończona pod Niemczą) i w 1109 r. (obrona grodów w Krośnie i Bytomiu Odrzańskim i zwłaszcza bohatersko odparte oblężenie Głogowa oraz klęska wojsk cesarza Henryka IV i jego odwrót z przedpola grodu wrocławskiego określony przez Wincentego Kadłubka „Bitwą na Psim Polu”). Nie powiodła się obrona nadodrzańskich grodów w 1039 r. przed atakiem wielkiej armii księcia czeskiego Brzetysława. Jednak gród wrocławski ocalał w 1241 r. w trakcie tragicznie zakończonego pod Legnicą najazdu Mongołów. Miasto zostało spalone przez mieszczan. Grodu na Ostrowie Mongołowie nie opanowali. W XIII, XIV, XV wieku dziewięć nadodrzańskich miast staje się średniowiecznymi warowniami otoczonymi ceglanymi murami obronnymi i większości z położonymi w obwodzie obronnym zamkami miejskimi. To Wrocław, Głogów, Opole, Racibórz, Brzeg n/O, Oława, Krapkowice, Ścinawa i Kostrzyń. W połowie XIV w. Śląsk opanowała politycznie Korona Czeska. Ma go utrzymać do początków XVI w. i przejęcia przez Austrię w 1526 r.

Oprócz nich funkcjonowały mniejsze nadodrzańskie warownie średniowieczne jak zamki w Urazie i Cedyni.

Już w XVI w. wzniesiono duży dwór obronny w Chobieni chroniący przeprawy i nieobronnego miasteczka położonego na bardzo stromym i wysokim zachodnim brzegu Odry. Te potężne średniowieczne warownie odegrają jeszcze swoją rolę w późniejszych wzajemnych walkach książąt śląskich, w walkach z czeskimi Husytami w XV wieku oraz w walkach wojsk króla czeskiego Jerzego z Podiebradów z wojskami rywalizującego z nim o koronę Czech króla Węgier Macieja Korwina i sprzyjających mu Wrocławian. Największą z nich była tzw. bitwa Ołbińska w 1459 r. we Wrocławiu, w trakcie której zginął sojusznik króla Jerzego, ks. cieszyńsko – głogowski Włodko. Niektóre z tych warowni przydadzą się później w bitwach okrutnej Wojny XXX-letniej w l. 1618-1648 i austriacko – pruskich wojnach o Śląsk w połowie XVIII-tego wieku.

cdn.

 

 

Dr Tomasz Serwatka

Z dziejów Europy środkowej

 

Przemyślidzi, Piastowie, Arpadowie, Babenbergowie

 

Cztery dynastie średniowiecznej Europy zachodniochrześcijańskiej rządziły przez ponad 300 lat Austrią, Czechami, Węgrami i Polską. Gdy Madziarzy uznawali za swego protoplastę półlegendarnego koczownika Arpada, Polacy i Czesi oddali się mitologii w znacznie większym stopniu. Jakże bliskie są podania o Piaście-Kołodzieju i Przemyśle-Oraczu! Jeśli idzie o Babenbergów (976-1246), odegrali oni znacznie mniejszą rolę. Austria nie stała się królestwem, lecz miała status księstwa w ramach Rzeszy. Jej granice i skład terytorialny nie były precyzyjnie ustalone. Silne były związki z sąsiednią Bawarią. Na przełomie 975/976 r. Leopold I Babenberg został margrabią Austrii.

O wiele więcej działo się bardziej na północy i wschodzie regionu, gdzie do rywalizacji stanęli Piastowie i Przemyślidzi. Współpraca dwu świeżo powstałych państw od początku nacechowana była bowiem chwiejnością i zmiennością. O polityce pragmatycznego Mieszka decydowały doraźne potrzeby. Gdy tylko umocnił się na Pomorzu, zaatakował Czechów i w 990 roku odebrał Bolesławowi II Srogiemu Śląsk. Fakt ten na długo wykopał między sąsiadami rów nie do przebycia. Czesi kilkakrotnie usiłowali odbić tę bogatą prowincję, acz bezskutecznie. Władca z Gniezna prowadził politykę osaczania dynastii Przemyślidow. Z jednej strony zawsze w momencie konfliktu z nimi starał się mieć za sobą cesarza, z którym zachowywał aż do zgonu poprawne stosunki. Sprawa ta nie jest do końca jasna. Wydaje się, iż strona niemiecka czuła pewien respekt przed siłą Mieszka (który w 972 r. poskromił zakusy margrabiego Hodona w bitwie pod Cedynią), lecz istnieją przekazy źródłowe o płaceniu przezeń na rzecz Rzeszy trybutu „aż po rzekę Wartę”. Równocześnie popierał przeciw Przemyślidom wrogi im ród Sławnikowiców z Libic. To właśnie z tej rodziny pochodził biskup Pragi (od 982 r.) Wojciech.

Mieszko, a potem Chrobry, byli jego protektorami, co powodowało dodatkowe zadrażnienia między pasterzem czeskiej stolicy a dynastią. W efekcie Wojciech musiał uciekać do Rzymu. Krótko po tym, umierający Mieszko I wydał w 992 r. specjalny dokument, tzw. Dagome Iudex, poddający cały swój kraj (Wielkopolskę, Małopolskę, Mazowsze, Pomorze, Śląsk i Grody Czerwieńskie) pod protekcję Stolicy Apostolskiej. Ten niesłychanie mądry i zręczny akt miał na celu nie tylko konsolidację wczesnośredniowiecznego państwa polskiego. Szło przede wszystkim o formalnoprawne zabezpieczenie dla następców Mieszka -przede wszystkim przed zakusami niemieckimi i czeskimi - terenów przezeń zdobytych.

Za panowania Bolesława Chrobrego (992-1025) - choć był on przez matkę pół-Czechem - stosunki między Gnieznem a Pragą gwałtownie się pogorszyły. Władca ów miał aspiracje wręcz mocarstwowe, parł do korony królewskiej i pozycji równej cesarzom, a także do stworzenia wielkiego państwa słowiańskiego. Książę polski poparł jednoznacznie Sławnikowiców, a po najeździe Bolesława II Srogiego na Libice i okrutnym wymordowaniu całego niemal rodu (oprócz samego Wojciecha i jego brata Radzima-Gaudentego), udzielił w Polsce gościny ocalałym z pogromu.

Zorganizował on następnie Wojciechowi wyprawę misyjną do Prus (997). Być może, gdyby Polacy stosowali wobec pogan analogicznie jak margrabiowie połabscy (lub potem Krzyżacy) brutalne metody - cel zostałby rychło osiągnięty, zaś kraj pruski na zawsze wcielony do Polski. Ale dzielny praski biskup pragnął postępować szlachetnie, nawracając nie podstępem, batem i żelazem, lecz słowem i dobrym przykładem. Z garstką polańskich wojów wyruszyła ekspedycja z miejsca, gdzie Wisła uchodzi do Bałtyku. Mimo przestróg Chrobrego i pierwszych konfliktów z lokalnymi kapłanami pogańskimi, Wojciech i jego ludzie posuwali się w głąb puszcz i jezior.

W efekcie wyprawa skończyła się bardzo szybko męczeńską śmiercią biskupa z rąk pogan. Chrobry wykupił jego szczątki i kazał pochować w Gnieźnie, które bardzo szybko stało się miejscem kultu, i to na skalę całego regionu. Wojciech, który postępował jak pierwsi apostołowie - co nie było wtedy w Kościele bynajmniej zjawiskiem częstym - został pierwszym w tej części Europy chrześcijańskim męczennikiem. Politycznie wzmocniło to bardzo wydatnie pozycję Chrobrego na arenie międzynarodowej, jako głównego protektora wiary i religii na wschodzie. Obecnie przewyższał on bowiem w tym charakterze tak Czechów, jak margrabiów pogranicznych. Fakt ten uznał sam cesarz Otton III.

Był on wnukiem Ottona I Wielkiego, panował w latach 983-1002. Człowiek młody i naiwny życiowo (zmarł mając dwadzieścia parę lat!), pod względem politycznej wizji wyprzedzał znacznie swoich współczesnych. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, iż był prekursorem zjednoczonej Europy. W przeciwieństwie do poprzedników i większości niemieckich elit, nie traktował swego kraju jako „trzonu” chrześcijańskiego świata, lecz jako jeden z jego 4 wielkich partnerskich członów: Romy, Galii, Germanii i Sclavinii. W przełożeniu na realia oznaczało to równoprawny dyrektoriat Niemiec, Polski, Francji i Italii.

Otton III był przeto dla Chrobrego partnerem wymarzonym. W 1000 roku cesarz przybył do Gniezna, do grobu Wojciecha, ogłoszonego rok wcześniej świętym, wręczając księciu polskiemu włócznię św. Maurycego. Oznaczało to de facto zgodę cesarską na koronację Bolesława. Wydaje się, że choć Chrobry intelektualnymi horyzontami ustępował Ottonowi, to jako praktyk i gracz polityczny przewyższał go znacznie. Był to nie tylko mężczyzna wysoki, potężny i silny fizycznie, lecz niesłychanie twardy, uparty, bezwzględny i odporny psychicznie. W taktyce elastyczny, w dalekosiężnej strategii konsekwentnie dążył do stworzenia Królestwa Polskiego.

Otton zapisał się doskonale nie tylko w dziejach Polski, lecz i Węgier. Rezygnując z idei podbicia ich, wyraził zgodę na koronację Stefana I. Równocześnie powstały dwie samodzielne prowincje kościelne - polska w Gnieźnie (obejmująca biskupstwa we Wrocławiu, Krakowie i Kołobrzegu) i węgierska w Esztergom koło Budy. Wszystko to stało się przy walnym udziale cesarza. Nie mogła wszak polityka taka nie wzbudzić sprzeciwów w Rzeszy, zwłaszcza w kręgu najbliższych doradców dynastii saskiej czy ludzi kształtujących miarodajne opinie. Polityka Ottona osłabiła bowiem dotychczasowy kurs wschodni, polegający na twardym i konsekwentnym wyrąbywaniu Niemcom drogi ku Odrze. Dlatego z tak wielką pianą na ustach pisał o Chrobrym i Polakach najsłynniejszy średniowieczny kronikarz wschodnioniemiecki Thietmar.

Około roku 1000 Arpadowie nie mieli takich problemów z Niemcami jak Piastowie. Stefan I mógł spokojnie konsolidować swe państwo. Nie obyło się bez przeszkód, które wszak pokonał sprawnie i bezwzględnie. Madziarzy mieli do czynienia z liczną ludnością słowiańską, sięgali bowiem po Karpaty i Morawy. Doszło tu jednak do w miarę spokojnej asymilacji: język węgierski przejął spory ładunek słowiański, a wyższe warstwy autochtonów wtopiły się w nowe możnowładztwo węgierskie. Arpadowie wyeliminowali plemienne partykularyzmy, a ludność dotychczas koczownicza powoli nabierała nawyków osiadłego ludu rolniczego.

Polityka zagraniczna Stefana Świętego (997-1038) i jego następców była zręczna, a przy tym pozbawiona tych ograniczeń, z którymi należało się liczyć w Pradze czy Gnieźnie. Od strony Austrii i Polski nic nie groziło, poprawne pozostawały stosunki ze Stolicą Piotrową i cesarzami. Nic dziwnego, że rychło udało się władcom w Budzie powołać w swym państwie jeszcze jedną metropolię - w Kalocsy. Król Stefan podzielił administracyjnie Węgry na modłę karolińską, na tzw. komitaty (żupy, odpowiadały późniejszym polskim województwom), zapewniając silną władzę centralną.

Tymczasem na północy doszło do ostrego i długotrwałego konfliktu polsko-niemieckiego. Wraz ze śmiercią Ottona skończyła się sielanka, a wojowniczy Henryk II przystąpił do energicznego rewindykowania dawniejszych osiągnięć Sasów. Pokonawszy wewnętrzną opozycję w Rzeszy, przystąpił do prób spacyfikowania Chrobrego. Ten ostatni podbił bowiem w 1002 Miśnię i począł ingerować w wewnętrzne walki w Pradze po zgonie Bolesława Srogiego. Najpierw poparł przeciw Przemyślidom ród Werszowców, lecz kiedy prawowity władca Bolesław III Rudy został obalony, udzielił mu pomocy i wprowadził ponownie na tron.

Osadzony na stolcu praskim władca miał być w jego ręku powolną marionetką, dlatego też pierwsze próby usamodzielnienia się przyniosły dla Rudego tragiczne konsekwencje. Gdy krwawo stłumił bunt Werszowców, został na rozkaz Chrobrego - swego krewniaka - pojmany i oślepiony. Władca Polski nie zawahał się w roku 1003 zająć całych Czech, a także Słowacji i Moraw. Stan ten utrzymał się jednak tylko przez rok. Przerażony takim naruszeniem równowagi cesarz zażądał od Bolesława złożenia mu hołdu lennego z Czech, co oznaczałoby ipso facto uznanie zwierzchnictwa Rzeszy. Dumny książę kategorycznie odmówił.

Skłoniło to Henryka II do interwencji w Czechach na rzecz wygnanych z kraju braci Rudego - Jaromira i Oldrzycha. Akcja była o tyle ułatwiona, iż w ciągu ostatniego roku Polacy zachowywali się nad Wełtawą bardzo nieroztropnie, dając się miejscowej ludności mocno we znaki. Już w ciągu 1004 roku Polacy zostali przepędzeni przez wojska Przemyślidow i Niemców. Chrobremu udało się jednak zachować Morawy, które straciła Polska dopiero w roku 1031. Na froncie miśnieńskim i łużyckim działania wojenne przebiegały ze zmiennym szczęściem. Henrykowi nie udało się powalić Chrobrego, w którym znalazł godnego przeciwnika.

Zapasy zakończyły się w 1018 r. pokojem w Budziszynie (Bautzen). Polska zachowała Łużyce, a Rzesza Miśnię. Czechy pozostały w orbicie cesarstwa. Gros historyków ocenia to jako kompromis. Wydaje się jednak, że większą siłę wykazał Chrobry, strona dotychczas względem Niemiec przecież słabsza. Tymczasem zdołał wyrwać im marchię Miśni, czyli odwrócić dotychczasowy trend geopolityczny. Aby pohamować apetyty władcy Polski, Henryk musiał wzywać na pomoc nie tylko swych feudałów, lecz Czechów, a nawet... pogańskich Wieletów. To ostatnie nabiera specyficznego smaczku wobec faktu, że cesarz ów został w przyszłości kanonizowany!

Chrobremu tymczasem udało się wydatnie podnieść prestiż Polski w toku wojen z cesarzem i Rusią, czego zwieńczeniem była koronacja na króla w 1025 r. Jednak niemal natychmiast po jego zgonie nastąpił faktyczny rozpad państwa, bunty możnych oraz wielkie powstanie pogańskie. W tej sytuacji sąsiedzi postanowili odegrać się. W 1039 r. książę Brzetysław wtargnął do Polski i zajął Gniezno, skąd uprowadzono ciało św. Wojciecha. Podobnie wszak jak w wypadku działań Chrobrego sprzed 35 lat, dała o sobie znać prowadzona przez Niemcy polityka równowagi i chęć niedopuszczenia do fuzji Czech i Polski. Henryk III kazał Brzetysławowi opuścić Polskę (za wyjątkiem Śląska), popierając Kazimierza Odnowiciela. Temu ostatniemu udało się nawet w 1050 roku odbić Śląsk.

Nigdy już jednak Polska za czasów piastowskich nie wróciła do międzynarodowej pozycji doby Chrobrego. Stała się znacznie słabsza od Niemiec, a okresowo nawet od Czech. Od utraty samodzielności uratowała ją bodaj jedynie polityka zagraniczna dynastii salickiej i Hohenstaufów w Rzeszy, którzy ładowali przez dwa stulecia - przeważnie z miernym efektem - olbrzymią ilość energii w walkę z papiestwem i w próby opanowania Italii. Skorzystali na tym także i Czesi, i Węgrzy. Gniezno i Buda miały znaczną swobodę manewru, toteż pilnie śledziły zmagania między cesarstwem a papiestwem, aby osiągnąć dla siebie optymalne korzyści.

Stosunki polsko-czeskie były nadal fatalne. O ile bowiem Czesi stali po stronie cesarzy w ich walce z Rzymem o prymat w świecie chrześcijańskim, to Polska trwała przy wierności Stolicy Apostolskiej. Kiedy nasz Bolesław Śmiały otrzymał koronę królewską za zgodą papieża (1076), Wratysław II został pierwszym czeskim królem z namaszczenia cesarza Henryka IV (1085). Władca polski pozostawał w sojuszu z Węgrami - prowadzącymi zbliżoną politykę zagraniczną i też popierającymi Rzym - kilkakrotnie wyprawiając się na Czechy, choć bez poważniejszych efektów. Wściekły Wratysław zrewanżował się mu udziałem w spisku, który pozbawił Śmiałego tronu. Król zbiegł na Węgry, gdzie zmarł.

Przejęcie w Polsce władzy przez Władysława Hermana ociepliło na znaczny okres dwustronne stosunki, a polski książę poślubił nawet córkę króla czeskiego Judytę. To właśnie z tego małżeństwa zrodził się Bolesław Krzywousty. Coraz bardziej związani rodzinnie z Piastami Przemyślidzi, udzielili też Polsce pomocy militarnej w walce o Pomorze. Początek wieku XII to już pierwsze symptomy tzw. rozdrobnienia feudalnego w środkowej Europie, charakteryzującego się walkami książąt, osłabieniem władzy centralnej i wzrostem roli możnowładztwa. Polacy i Czesi często ingerowali wzajemnie w swoje sprawy wewnętrzne.

Najpierw Krzywousty poparł w wojnie domowej księcia Świętopełka, lecz natychmiast po jego zwycięstwie udzielił w Polsce gościny obalonemu Borzywojowi. W reakcji na to Świętopełk udzielił u siebie gościny wygnanemu z Polski bratu Bolesława - Zbigniewowi. Co więcej, książę czeski brał udział w wielkiej wyprawie cesarza Henryka V na Polskę w roku 1109. Polacy wytrzymali jednakowoż ów napór, utrzymując niepodległość, choć bez miana królestwa. Krzywousty okrzepł, a dalsze lata jego rządów przyniosły uspokojenie w stosunkach z zachodnimi sąsiadami.

Po jego zgonie w 1138 r. Polska rozpadła się na kilka mniejszych organizmów, co ułatwiało jej sąsiadom dokonywanie aktów agresji. Król Czech Władysław II (1140-1173) działał w ścisłej i bezpośredniej współpracy z niemieckim cesarzem Fryderykiem Barbarossą, co przyniosło mu olbrzymie profity. Wygnanie z Polski przez braci najstarszego syna Krzywoustego - Władysława, który miał żonę Niemkę i uciekł do Rzeszy, stworzyło dla cesarstwa dogodny pretekst do agresji przeciw Piastom. Czesi ochoczo się do tej akcji przyłączyli, w 1157 r. biorąc udział w wielkiej wyprawie cesarza do Polski, mającej na celu poskromienie braci Władysława Wygnańca.

Armie niemieckie i czeskie dotarły wówczas aż pod Poznań, zmuszając najstarszego księcia polskiego Bolesława Kędzierzawego do złożenia hołdu cesarzowi. Było to poważne upokorzenie, acz w zamian - na mocy zapośredniczonej przez Czechów umowy w Krzyszkowie - zachował prawo do władzy zwierzchniej nad Polską jako tzw. senior. Współpraca księcia czeskiego z Barbarossą przyniosła mu obfity plon w postaci korony królewskiej (1158). Władysław był drugim w historii królem Czech (Regnum Bohemiae), także oczywiście z nadania cesarza, a nie papieża. Dostał także herb w formie lwa na czerwonym polu, który pozostał godłem Czech po dziś dzień.

Niemcy okazali się jednak partnerem nader chimerycznym. Cesarz przegnał Władysława z Czech, a jego następcom odmówił tytułu królewskiego. Widać tu aż nadto jasno, iż Rzesza za nic nie chciała dopuścić do usamodzielnienia się ani Czech, ani Polski. Kolejni władcy niemieccy dokonywali częstych interwencji w Pradze, choć i w Rzeszy nastał chaos charakterystyczny dla epoki rozdrobnienia feudalnego. Niemcy południowo-wschodnie miały wtedy szczególnie zmienną strukturę terytorialną, gdyż Austria złączona była z Bawarią unią personalną. Margrabia Leopold IV Babenberg (1136-41) był od 1139 r. księciem Bawarii. Dopiero jego syn, Henryk II (1141-77), przyjął w 1156 r. tytuł księcia Austrii.

Tymczasem Węgry Arpadów przeżywały okres świetności. Udało im się w 1108 r. odeprzeć najazd cesarza Henryka V, podbiły Chorwację i Dalmację. Na wschodzie patrzyły łakomie na Ruś Halicką. Kryzys Bizancjum pozwolił im sięgnąć terytorialnie daleko za Dunaj i Sawę. Wobec braku poważniejszego przeciwnika Arpadowie osiągnęli za Beli III (1172-96) apogeum potęgi. Już jednak początek XIII w. przyniósł ze sobą oznaki kryzysu państwa. Wzrost znaczenia możnych postępował sukcesywnie w wyniku ekonomicznego i społecznego procesu tzw. feudalizacji. Polegało to na tym, że wzrastała ilość ziemi należącej do wielkich panów oraz rycerstwa, kosztem gruntów państwowych. Na terenie swych włości posiadacze bezwzględnie drenowali siły wieśniaków, jednocześnie wymuszając na koronie coraz liczniejsze koncesje.

Wydaje się, iż tu właśnie znajduje się źródło przyszłej specyficznej ewolucji ustrojowej i ekonomicznej Węgier czy Polski. Szlachta rosła w siłę i parła do pozyskania coraz to większych przywilejów. Nie bez kozery pierwszy przywilej – koszycki - nadał naszym panom władca Węgier. Było to w wieku XIV, lecz szlachta madziarska wykształciła taką praktykę już w roku 1222, skłaniając Andrzeja II do wydania tzw. Złotej Bulli, poważnie ograniczającej jego władzę. Miało to skutek ekonomiczny tego rodzaju, iż zachęcało właścicieli dóbr prywatnych do coraz większej samowoli wobec chłopa, zaś taniość siły roboczej skłaniała do gospodarki coraz bardziej ekstensywnej, prowadzonej po najniższej linii oporu. Wskazuję tu oczywiście na procesy, które dojrzewały bardzo wolno - przez dziesięciolecia a nawet stulecia - lecz miały swe korzenie już wówczas.

Drugim elementem podkopującym siły kraju Arpadów był straszliwy najazd Mongołów (Tatarów) w 1241 r. Bela IV musiał sam jeden - nie uzyskawszy literalnie żadnej pomocy ani papieża, ani Rzeszy (tak w praktyce wyglądała sprawa walki z poganami; kiedy bito słabiutkich Prusów czy Wieletow stawiały się tłumy dorodnego rycerstwa z całego niemal Zachodu, lecz w przypadku walki ze straszliwymi Mongołami na polach Niziny Węgierskiej nie było nikogo) - stawić czoła głównej armii Batu-chana. 11 kwietnia - dwa dni po klęsce Henryka Pobożnego na Legnickim Polu - został kompletnie rozbity i uciekł z pola walki, a Tatarzy ścigali go aż do Dalmacji. Na szczęście w rok potem najeźdźcy dobrowolnie opuścili kraj. Znamienne jednak było, że nawet Babenbergowie - też przecież ewidentnie zagrożeni - nie byli skłonni Węgrom do pomocy, węsząc jedynie jakiejś własnej doraźnej korzyści.

Natomiast dla Czechów wiek XIII był nader pomyślny, gdyż sąsiedzi pogrążyli się w odmętach chaosu. Napad tatarski zrujnował doszczętnie również południową Polskę, a dodatkowo tutejsi książęta wyniszczali się w bratobójczych bojach. Tymczasem od zachodu postępowała bardzo niebezpieczna z politycznego punktu widzenia - choć na krótką metę wydająca się korzystną gospodarczo - kolonizacja niemiecka. Konsekwencją tego stanu rzeczy było stopniowe wycofywanie się żywiołu polskiego z zachodu (zwłaszcza z Dolnego Śląska i Ziemi Lubuskiej).

Podczas gdy w Polsce pogłębiała się anarchia, monarchia Przemyślidow przeżywała swój „złoty wiek”. Czesi coraz mocniej integrowali się w obrębie Rzeszy. Zaczęli nawet aspirować do przywództwa w Niemczech, wyraźnie nie licząc się z siłami i możliwościami. Księciu Przemysłowi Ottokarowi I udało się uzyskać w 1198 r. koronę, wykorzystując wojną domową w Rzeszy. W 1212 r. z kolei władcy niemieccy uznali dziedziczność korony czeskiej w dynastii Przemyślidow. Aspiracje Pragi zwiększały się z roku na rok.

Wacław I zapragnął zająć Austrię po wygaśnięciu Babenbergów. Nie udało się to wobec sprzeciwu Niemców i Węgrów. W takiej sytuacji Praga zbliżyła się wreszcie do książąt polskich, a Wacław wysłał nawet posiłki dla Henryka Pobożnego w 1241 r. Dalsze zbliżenie nastąpiło za panowania największego władcy z całej dynastii, Przemysła Ottokara II (1253-1278). Był on blisko skoligacony z Piastami śląskimi, którzy coraz bardziej ulegali kulturze czeskiej i niemieckiej. Książę wrocławski Henryk IV Probus przez kilka lat wychowywał się jako młodzieniec na dworze Ottokara. Ekspansja Czech w kierunku ziem austriackich, aż po Adriatyk, spotkała się z poparciem książąt śląskich. Wobec coraz większej względem jego zamiarów niechęci książąt niemieckich - obawiających się wzrostu pozycji Pragi i aspiracji do tronu królewsko-cesarskiego - Przemysł Ottokar II chciał pozyskać możliwie wszystkich książąt polskich. Byli oni wówczas tak między sobą skłóceni, iż król czeski musiał pośredniczyć w łagodzeniu sporów. Udało mu się to w sporej mierze, bo gdy w 1273 r. zgłosił swą kandydaturę do tronu Rzeszy, dysponował już życzliwym zapleczem ze strony Polski. Tymczasem wrodzy mu książęta niemieccy wysunęli na tron słabiutkiego i powolnego im Rudolfa Habsburga. Protoplasta sławnej dynastii był wówczas lichym książątkiem ze szwajcarskiego pogranicza. Rudolf okazał się jednak twardym graczem i umiał pokazać pazury. Zażądał od Ottokara opuszczenia Austrii, a gdy ten odmówił, poskromił go w 1276 r. w bitwie pod Wiedniem. Dumny władca Czechów nie dał wszelako za wygraną, po raz kolejny stając w szranki. W manifeście do książąt polskich wezwał do słowiańskiej solidarności, odwołując się do wspólnej obu krajom racji stanu. Było to pierwsze w historii czesko-polskich stosunków tak silne publiczne i oficjalne zaakcentowanie wspólnoty polsko-czeskiej w centrum kontynentu.

W rezultacie przed słynną bitwą pod Suchymi Krutami (Drnkrut) koło Wiednia, prawie wszyscy władcy piastowscy z krakowskim Bolesławem Wstydliwym i wielkopolskim Przemysłem II na czele, przysłali swe armie na pomoc Czechom. Batalia skończyła się jednak całkowitym rozbiciem w perzynę wojsk Ottokara i śmiercią jego samego (1278). Nie oznaczało to bynajmniej upadku Czech, które musiały jedynie zrezygnować z rojeń o Austrii, Styrii i Karyntii. Za rządów Wacława II nastąpiło wznowienie ekspansji, tyle że w odwrotnym kierunku. Zamiast na południe, obrócił się Wacław II ku północnemu wschodowi, chcąc doprowadzić do zjednoczenia pod swym berłem Czech i Polski. Pozyskał w tym dziele władców śląskich, jednak napotkał opór pozostałych Piastów, którzy podejmowali próby zjednoczenia Polski na własną rękę. Przemysł II wielkopolski zjednoczył swą dzielnicę z Pomorzem i koronował się na króla w 1295 r. O Kraków z kolei walkę podjęli Władysław Łokietek i Henryk Probus. Wacław zachowywał się bardzo chytrze, początkowo nie angażując się w te boje, a jedynie umacniając swój stan posiadania na Śląsku i wszystko pilnie obserwując.

Już w 1289 r. złożył mu hołd lenny książę bytomski Kazimierz. Wacław trzymał jeszcze w kieszeni jeden ważki atut, w postaci przekazania mu - przez wdowę po księciu krakowskim Leszku Czarnym - praw po nieboszczyku do Małopolski. Kiedy z kolei w 1290 zmarł był Probus, Wacław wystąpił o realizację jego testamentu, który w pierwotnej wersji zapisywał mu Wrocław. Wprawdzie tuż przed zgonem władca anulował testament, ale Wacława to nie interesowało. Uzyskał od Rudolfa Habsburga (ten widocznie uznawał już wówczas Śląsk za strefę wpływów Rzeszy) potwierdzenie pierwotnej wersji, wkroczył na Śląsk i do Małopolski, przepędzając stamtąd Łokietka w 1292 r. Ulegli mu też władcy śląscy, tak iż cała południowa Polska znalazła się pod władzą Wacława.

Nie na tym skończyły się jego sukcesy. Wykorzystując anarchię w Wielkopolsce i niezadowolenie tamtejszych panów z rządów Łokietka, wtargnął w 1300 r. do tej dzielnicy, witany życzliwie przez gros możnych. Następnie zajął Pomorze i wzorem Przemysła II koronował się w Gnieźnie. Tutejsze społeczeństwo miało już dosyć rozbicia dzielnicowego i anarchii. Powszechne było pragnienie silnej władzy królewskiej, co zapewniał wtedy tylko Wacław. Umocnił on więź z Polską poślubiając córkę Przemysła - Elżbietę. Pod względem politycznym nadziei Polaków nie zawiódł, wprowadzając centralne zarządzanie poprzez starostów, zależnych bezpośrednio od króla. Zapanował wreszcie ład i porządek, a drogi były bezpieczne.

Rządy czeskie w Polsce miały jednak swe mankamenty. Poważną uciążliwością w oczach rycerstwa polskiego były germanizacja i czechizacja urzędów. Wacław usuwał bowiem od nich rdzennych Polaków, co było jeszcze bardziej rażące wobec sukcesywnie postępującej germanizacji mieszczaństwa. W efekcie Wacław stracił popularność, oddając się polityce stricte dynastycznej tudzież rojeniom o koronie węgierskiej. Wymarła tam dynastia Arpadów i w roku 1301 Wacław osadził na tronie w Budzie swego syna, także Wacława, późniejszego Wacława III. Fakt ten wzbudził falę niezadowolenia na dworach centralnej Europy, a nawet w Rzymie. Wszyscy obawiali się bowiem potęgi Przemyślidów.

W roku 1304 zarysował się już wyraźnie upadek ich imperium. Odpadły Węgry, a do Polski powrócił za zgodą Ojca św. Łokietek. Od zachodu zaatakowali Niemcy, w toku walk z którymi król czeski zakończył życie (1305). Młody i niedoświadczony Wacław III nie chciał oddać Łokietkowi Polski, aczkolwiek w toku przygotowań do wojny z nim, został w tajemniczych okolicznościach zamordowany w Ołomuńcu latem 1306 r. Fakt ów ułatwił Łokietkowi drogę do tronu, najeżoną jednak niesamowitymi trudnościami, tak iż koronował się on w Krakowie dopiero w 1320 r.

Warto tu poświęcić słów parę osobowości tego wybitnego Piasta, wskrzesiciela zjednoczonego Królestwa Polskiego (Corona Regni Poloniae). Jego zasługą nie było jedynie to, że przeniósł stolicę Polski na stałe do Krakowa. Karłowatego nieledwie wzrostu, prezentował ambicje odwrotnie proporcjonalne do nijakiej postury. W ciągu swego 73-letniego życia przeszedł znamienną ewolucję charakterologiczną od awanturniczego książątka kujawskiego - prawie łobuza - do wielkiego wizjonera i męża stanu na europejską skalę. Mądrości, cierpliwości i uporu nauczyło go samo życie.

Panowanie czeskie w Polsce skończyło się, ale nowi władcy prascy z dynastii Luksemburgów zgłosili swe pretensje do tronu polskiego po Przemyślidach. Szczególnie niebezpieczne było dla Polski porozumienie Jana Luksemburskiego z Krzyżakami, odcinającymi Łokietkowi drogę do Bałtyku. Niemieckie kleszcze zaciskały się powoli na wątłej szyi młodziutkiego królestwa, złożonego jedynie z Wielkopolski i Małopolski. Dodatkowym niebezpieczeństwem było potężne i bogate mieszczaństwo niemieckie w samym Krakowie. W 1311 r. tamtejszy wójt Albert wszczął groźny bunt przeciw Łokietkowi, rachując na pomoc Jana. Rebelia została jednakowoż krwawo stłumiona.

 

 

REDEMPTORIS MISSIO

 


„Misja Chrystusa Odkupiciela, powierzona Kościołowi, nie została jeszcze bynajmniej wypełniona do końca. (...) Misja Kościoła dopiero się rozpoczyna. (...)”[1] Tymi słowami Jan Paweł II otwiera swą ósmą z kolei encyklikę - Redemptoris Missio – ogłoszoną 7grudnia 1990 r. Dotyczy ona zasadniczego elementu chrześcijaństwa: niesienia wszystkim ludziom Ewangelii. Sobór Watykański II podkreślił misyjność Kościoła i przyniósł liczne owoce misyjnego zaangażowania (np. w większej aktywności świeckich). Jednocześnie w czasach posoborowych nastąpiło pewne osłabienie misji wobec ludów niechrześcijańskich. Trzeba koniecznie – mówi Papież - odnowić gorliwość na tym polu, tym bardziej, że pojawiły się nowe horyzonty i możliwości misji, nowe okazje do ewangelizacji. Jest ona najważniejszą posługą Kościoła  wobec ludzkości. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!” (1Kor 9,16) – słowa te dotyczą każdego chrześcijanina. Misje służą również samym głosicielom, bowiem umacniają wiarę i tożsamość chrześcijańską, dają życiu chrześcijańskiemu nowy entuzjazm (...) Wiara umacnia się, gdy jest przekazywana!".[2]

Po Soborze wysuwano czasem wątpliwości odnośnie misji wśród niechrześcijan. Czy są one aktualne, skoro mówimy o dialogu międzyreligijnym, o wolności sumienia i możliwości zbawienia również dla wyznawców innych religii? Encyklika przypomina w tym miejscu naukę Kościoła stojącą u podstaw misji: Jezus Chrystus jest jedynym Pośrednikiem między Bogiem a ludźmi, ludzie dostępują zbawienia jedynie poprzez Niego, poddając się działaniu Ducha Świętego. Zbawienie w Chrystusie to dar Boga, który jest Miłością i proponuje człowiekowi udział w swym Boskim, trynitarnym życiu. Zbawienie jest zawsze owocem tajemnego działania Ducha, ale Bóg chciał, by człowiek współpracował z Nim w zbawianiu siebie samego oraz innych ludzi. Kościół jest właśnie Bożym współpracownikiem; w ustanowionym przez Boga porządku zbawienia Jego obecność jest konieczna. Biblijne Królestwo Boże - przestrzeń miłości i komunii ludzi z Bogiem i pomiędzy sobą – jest nieodłączne od Chrystusa i Kościoła. Kościół jest zalążkiem Królestwa Bożego, jego znakiem i narzędziem. Prowadzona przezeń misja polega na ukazywaniu Bożego planu zbawienia świata i współpracy z Bogiem w realizowaniu go.

Dla tych, którzy z różnych powodów nie mają możliwości przyjęcia Chrystusa oraz wejścia do Kościoła „(...) zbawienie dostępne jest mocą łaski, która, choć ma tajemniczy związek z Kościołem, nie wprowadza ich do niego formalnie, ale oświeca ich w sposób odpowiedni do ich sytuacji. (...) Łaska ta pochodzi od Chrystusa, jest owocem Jego ofiary i zostaje udzielana przez Ducha Świętego; pozwala ona, by każdy przy swej dobrowolnej współpracy osiągnął zbawienie.”[3] Zbawienie dokonuje się więc zawsze przez Chrystusa, przez Jego Misterium Paschalne i ma związek z Kościołem, choćby dana osoba za swego życia nigdy o Nich nie słyszała.

Człowiek w swej wolności może powiedzieć „nie” wobec Bożego planu. Kościół chce zwracać się do ludzi w duchu służby, szanując wolność ich sumienia. Proponuje, ale nie narzuca. Gdzie nie dotrze ze swą posługą, tam sam Bóg działa w ukryty sposób w ludzkich sercach. Stwórca chce jednak, by Kościół czynił wszystko, co w jego mocy, by trafić do wszystkich. Bóg chce docierać do ludzi poprzez innych ludzi. Choć „znajdzie” sposób zbawienia również wyznawców innych religii, jednak z Jego woli zwyczajną drogą do zbawienia jest Kościół i tylko on posiada pełnię zbawczych środków. Jest czymś naturalnym, że członkowie Kościoła chcą dzielić się z innymi ludźmi bogactwami chrześcijaństwa. Głoszenie ich jest wielką łaską; jest to jednocześnie miernik naszej wiary. Musimy przy tym pamiętać, że dane nam było poznać Chrystusa nie dzięki naszym zasługom, lecz dzięki szczególnej Bożej łasce. Jesteśmy zobowiązani do współpracy z nią; w przeciwnym razie będziemy osądzeni surowiej niż inni ludzie.

Nie ma sprzeczności pomiędzy głoszeniem Chrystusa a dialogiem międzyreligijnym. Nie jest on jedynie rodzajem taktyki. Dialog - mówi Papież - płynie z prawdziwego szacunku dla tego, co w każdym człowieku zdziałał Bóg. Przez dialog Kościół odkrywa ziarna Słowa Bożego i promienie Prawdy rozsiane w różnych tradycjach religijnych i w sercach poszczególnych osób. Obie strony dialogu składają świadectwo dla wspólnego postępu, dla pokonania uprzedzeń i nieporozumień. Uczestnik dialogu międzyreligijnego powinien być konsekwentny wobec własnych tradycji i przekonań religijnych i otwarty na zrozumienie ich u innych (...), z poczuciem prawdy, pokory, uczciwości, świadomy, że dialog może ubogacić każdego.(...)”[4] Podziały między chrześcijanami utrudniają składanie świadectwa wierze, lecz z drugiej strony pamiętać trzeba, że wszyscy ochrzczeni pozostają w jakiejś, choć niedoskonałej, komunii ze sobą i w dużym stopniu mogą współpracować w dawaniu świadectwa o Chrystusie.

Głównym, nadrzędnym podmiotem misji kościelnej, jest Duch Święty. To On daje Apostołom moc i spokojną odwagę, która ich pobudza do przekazywania innym swego doświadczenia Jezusa i ożywiającej ich nadziei.”[5] On pobudza cały Kościół do dawania świadectwa wierze. Objawia się w szczególny sposób w Kościele, ale jest obecny i działa w każdym czasie i miejscu, w sercu każdego człowieka. Jego działanie obejmuje również całe społeczeństwa i kultury, religie i dzieje narodów. Stoi u źródeł wszystkiego, co szlachetne w ludzkiej aktywności. W swym działaniu zawsze przygotowuje serca na przyjęcie Ewangelii. Wśród osób zaangażowanych w działalność misyjną na pierwszym miejscu znajduje się Kolegium Biskupów (następcy Apostołów) na czele z biskupem Rzymu (następcą Piotra), którzy zostali w szczególny sposób posłani do głoszenia Ewangelii. Następnie Papież mówi o misyjnych instytutach i misjonarzach poświęconych całkowicie i na całe życie misji ad gentes oraz o kapłanach diecezjalnych, którzy powinni również być gotowi do posłania ich z misją poza granice swego kraju. Wspomina o misyjnej owocności życia konsekrowanego, kontemplacyjnego i czynnego; przypomina wreszcie, że wszyscy ludzie na mocy chrztu świętego są misjonarzami. Ludzie świeccy zobowiązani są szczególnie do przepajania Ewangelią rzeczywistości ziemskich (dziedziny polityki, gospodarki, itd.) oraz tych wszystkich środowisk, do których Ewangelia dotrzeć może tylko dzięki nim. Bardzo pomocne są tu rozmaite ruchy, stowarzyszenia czy inne „wspólnoty podstawowe” funkcjonujące w parafiach. Świeccy mogą pełnić szereg ważnych funkcji w życiu kościelnym. Ogromną rolę odgrywają na przykład katechiści – świeccy katecheci pracujący na terenach misyjnych. Papież wspomina o instytucjach kościelnych koordynujących działalność misyjną (na czele z Kongregacją do spraw Ewangelizacji Narodów) oraz odpowiedzialnych za ożywianie ducha misyjnego (przede wszystkim Papieskie Dzieła Misyjne: Dzieło Rozkrzewiania Wiary, Dzieło Świętego Piotra Apostoła, Dziecięctwo Misyjne i Unia Misyjna).

Można wyróżnić trzy (powiązane ze sobą i nawzajem się pobudzające) formy realizowania przez Kościół misji przepowiadania Ewangelii: 1. Misja ad gentes w ścisłym sensie – misja skierowana do narodów i środowisk, w których Ewangelia jest nieznana lub w których wspólnoty chrześcijańskie są jeszcze zbyt słabe, by same głosić Ewangelię; 2. działalność duszpasterska – realizowana w ramach rozwiniętych, dojrzałych wspólnot kościelnych; 3. „nowa ewangelizacja” czy reewangelizacja – musi być prowadzona w środowiskach, które niegdyś przyjęły Chrystusa, ale obecnie w jakimś stopniu odeszły od chrześcijaństwa. Istnieją różne kręgi, w których dokonuje się misja ad gentes: a) kręgi terytorialne (regiony geograficzne, do których Ewangelia jeszcze nie dotarła); b) środowiska powstające pod wpływem nowych zjawisk społecznych (np. w związku z urbanizacją, powstawaniem wielkich aglomeracji miejskich, przybywaniem niechrześcijan do krajów chrześcijańskich); c) obszary kulturowe, czyli współczesne „areopagi” (na przykład środki masowego przekazu, płaszczyzna działań na rzecz pokoju, rozwoju ludów, działań na rzecz praw człowieka, ochrony przyrody i in.). Papież poświęca uwagę zwłaszcza krajom na Południu i Wschodzie (mówi szczególnie o narodach Azji). Szybki przyrost demograficzny w tamtym regionie sprawia, że przybywa wciąż ludzi, którzy nie otrzymali pierwszego przepowiadania o Chrystusie – stanowią oni większość ludzkości (!).

Pierwszą i niezastąpioną formą misji jest świadectwo chrześcijańskiego życia. Podstawowym elementem misji jest przepowiadanie: głoszenie Chrystusa i zbawienia, które On przynosi. Wiara rodzi się z przepowiadania. Głosząc Chrystusa misjonarz jest świadomy, że odpowiada na ukryte, czasem nieświadome, oczekiwanie osób i całych narodów na poznanie prawdy o Bogu i człowieku, o zbawieniu. Najwyższą próbą dla misjonarza jest złożenie daru z życia, by dać świadectwo wierze. Wśród form współpracy misyjnej, prócz świadectwa życia, znajduje się modlitwa i ofiara; dalej - troska o powołania misyjne i troska o materialne potrzeby misji. Ważną sprawą jest informacja oraz formacja misyjna. Okazję do działalności misyjnej stwarzają nowe sytuacje, w których następuje kontakt chrześcijan z wyznawcami innych religii - wyjazdy związane z turystyką, z pracą zawodową, nauką. Papież zachęca wszystkich, by otwierali się na powszechność Kościoła, unikając wszelkiego rodzaju partykularyzmu, ekskluzywizmu i poczucia samowystarczalności”.[6] Kościoły „stare” nie powinny unikać zaangażowania w misje poza swymi granicami, nawet jeśli same potrzebują reewangelizacji; Kościoły młode zaś winny być otwarte na przyjęcie pomocy misjonarzy „z zewnątrz”. Dojrzałe chrześcijaństwo opiera się na dawaniu i zdolności do przyjęcia daru.

Kościół pragnie docierać z Dobrą Nowiną do wszelkiego rodzaju ubogich tego świata a także w sposób konkretny im pomagać. Wspiera dążenia do postępu wśród narodów rozwijających się i dążących do wyzwolenia od różnorakiego ucisku. Nie należy jednak do jego misji bezpośrednie działanie w sferze ekonomii, techniki, polityki. Misjonarze krzewią rozwój również poprzez prowadzenie szkół, szpitali, gospodarstw rolnych, ale ich główną misją jest formacja duchowa ludzi, ewangelizacja. Kościół pragnie nauczać o błogosławieństwie „ubóstwa duchowego”. Czyni to także w krajach, gdzie obserwować można nadmiar zamożności rodzący konsumpcjonizm, co również zagraża integralnemu rozwojowi człowieka.

Przepowiadanie prowadzi do chrześcijańskiego nawrócenia – przylgnięcia przez wiarę do Chrystusa – i do chrztu. Dalszym etapem jest tworzenie wspólnot kościelnych, w pełni dojrzałych Kościołów partykularnych, pozostających w łączności z Kościołem powszechnym. Z czasem w konkretnym środowisku dokonać się powinien proces inkulturacji: autentyczne wartości danej kultury zostają zintegrowane w chrześcijaństwie a ono zakorzenia się w danej kulturze. Dzięki temu sam Kościół zyskuje nowe formy wyrazu, głębiej poznaje i pełniej wyraża tajemnicę Chrystusa a różne kultury zostają ubogacone, oczyszczone z błędu i grzechu.

Skuteczność pracy misjonarza zależy od jego uległości wobec Ducha Świętego i od zjednoczenia z Chrystusem. Winien upodobnić się do Zbawcy w Jego miłości do ludzi i do Kościoła, w gotowość do wyrzeczenia. W przeciwnościach pamiętać musi, że nie jest sam. Misje nie są sprawą tylko ludzką a misjonarz to jedynie współpracownik Boga. Misjonarz jest autentyczny, gdy dąży do świętości, gdy jest „człowiekiem błogosławieństw”, pełnym radości płynącej z wiary. Winien stale doskonalić się od strony doktrynalnej i duszpasterskiej, winien pielęgnować głęboką modlitwę. Tylko wtedy stanie się wiarygodnym świadkiem żywego doświadczenia Boga. „Kontakt z przedstawicielami tradycji duchowych niechrześcijańskich, zwłaszcza Azji, potwierdza fakt, że przyszłość misji w dużej mierze zależy od kontemplacji. (...)”.[7]

Ogólny ton Encykliki jest pełen optymizmu. Jan Paweł II jest przekonany, że nowe tysiąclecie przyniesie „wielką wiosnę chrześcijaństwa, że nadchodzi moment zaangażowania wszystkich sił kościelnych w nową ewangelizację. Zachęca każdego do wkroczenia w krąg owej „wiosny” przez podjęcie własnej cząstki odpowiedzialności za ewangelizację świata.

Agata Combik

 

 


Integracja europejska w niemieckiej ideologii zjednoczeniowej

(Tekst jest kontynuacją i rozwinięciem niektórych tez zawartych

w moim artykule pt. „Niemieckie koncepcje gospodarki wielkiego obszaru – Grossraumwirtschaft (GRW) opublikowanego w marcowym numerze „U Nas”)

 

Koncepcje zjednoczeniowe wyrosłe na gruncie niemieckiej myśli politycznej i filozoficznej nie mogą, a raczej nie powinny być traktowane jako teorie integracji międzynarodowej. Postawiona teza wydaje się być przejawem nietolerancji i antyniemieckości wobec państwa niemieckiego, które miało tak potężny wkład w tworzenie i opracowywanie idei integracji europejskiej. Owszem możnaby się zgodzić, a nawet należałoby zauważyć wielkie zaangażowanie i zdolność twórczą Niemców, którzy „wydali na świat” tak ogromną ilość koncepcji zjednoczeniowych, gdyby nie fakt, iż dominowały w nich aspekty z gruntu budzące sprzeciw. Nie można ich zaakceptować głównie w kategoriach pokojowych reguł współżycia państw i narodów. Antoni Marszałek określa je jako antynaukowe[i]. Nie dające się zaakceptować aspekty to głównie: imperializm, ekspansjonizm, a przy tym szowinizm narodowy - wykwit kultu germańskiego ducha.

Chęć powiększania „przestrzeni życiowej” drogą ekspansji z pewnością nie stanowi koncepcji integracyjnej opartej na wzajemnym poszanowaniu praw narodów i społeczeństw, przeciwnie - jest motywem zagrożenia.

Niemiecka „Mitteleuropa”, rozumiana jako „przestrzeń niemieckiego przeznaczenia” oraz „Grossraumwirtschaft”- „gospodarka wielkiego obszaru” były produktem nadintepretacji wzorców romantycznych, które przyświecały ideologom niemieckim oraz realizacją tejże fałszywej interpretacji. Filozofia Romantyzmu głosiła kult państwowości, a także poczucie własnej narodowej odrębności i wyjątkowości, chęć pielęgnacji własnych obyczajów i dążenie do posiadania własnego języka. Natomiast Romantyzm niemiecki stanowił specyficzny fenomen w dziejach europejskiej myśli społeczno - politycznej. Jak w wielu krajach europejskich myśl romantyczna doskonale rozwijała się w dziedzinach artystyczno - kulturalnych, tak w Niemczech dominował romantyzm polityczny. Wszelkie dziedziny życia społecznego, kulturalnego, artystycznego spełniały rolę służebną wobec politycznych interesów państwa.

Romantyzm niemiecki był reakcją na Oświeceniowy racjonalizm. Politycznie i gospodarczo rozbite Niemcy przeciwstawiły się reformom rewolucyjnej Francji i ideologii oświecenia francuskiego, które początkowo stanowiły nadzieję na odrodzenie narodu. Podziw dla potęgi napoleońskiego państwa, utożsamiany z postępem społeczno - politycznym, przemienił się w szowinizm narodowy. Poczucie własnej słabości politycznej i gospodarczej wyzwoliło tęsknotę za jednością narodową, a także uświadomiło społeczeństwu, że jedność narodowa stanowi o sile i potędze państwa, a jedność terytorialna jest podstawą rozwoju i wzrostu gospodarczego.

Romantyzm jako reakcja na Oświecenie wysunął program, który bazując na ekonomicznym zacofaniu, jak i braku jedności państwowej, oddziaływał skutecznie na społeczeństwo niemieckie, wyzwalając - obok patriotyzmu - uczucia nacjonalizmu i szowinizmu.[ii] Nacjonalizm w Niemczech przejawiał się we wrogości wobec Francji oraz chęci wyniesienia własnego narodu ponad inne. W tym okresie powstały pierwsze programowe sformułowania ideologów niemieckiego Romantyzmu, z których już wtedy wynikało, iż utworzenie własnego państwa narodowego może nastąpić nie tylko na drodze zjednoczenia rozbitych krajów niemieckich, lecz głównie poprzez zdobycie większej przestrzeni, nawet gdyby miało się to dokonać kosztem państw sąsiadujących.

Idee romantyczne przenikając w głąb życia duchowego głosiły, pod osłoną patriotycznej walki o wyzwolenie ziem niemieckich spod okupacji napoleońskiej, kult siły państwowej, przekonanie o szczególnym posłannictwie Niemiec oraz geograficznym uwarunkowaniu ich dążeń do wielkości i uzyskania władzy nad środkową i południowo - wschodnią Europą.[iii]

Warto tutaj wspomnieć o istotnym wpływie filozofii Georga Wilhelma Hegla, dzięki której dokonał się zwrot w niemieckiej historiografii w kierunku gloryfikacji państwa i siły państwowej. Heglowska myśl imperialistyczna stała się oficjalną ideologią państwa pruskiego. Historiografia niemiecka przejęła te elementy z filozoficznego systemu Hegla, które były ideologicznym usprawiedliwieniem i usankcjonowaniem ekspansji politycznej rozumianej jako środek rozszerzania niemieckiego obszaru i naturalnego rozstrzygania sporów międzynarodowych.

Taki był właśnie cel geopolityki jako ideologii wielkiej przestrzeni - wskazanie kierunków przyszłej ekspansji z uzasadnieniem terytorialnego rozwoju państwa z punktu widzenia warunków geograficznych. Niemiecką doktrynę geopolityki jako, skostniały twór oderwany w istocie od rzeczywistości można zakwalifikować jako reakcyjną o destruktywnym oddziaływaniu na społeczno - polityczne życie kraju. Treścią głoszonych poglądów oraz siłą oddziaływania pobudziła do ekspansji politycznej. Geopolityka jako składnik nacjonalizmu była produktem imperialistycznego rozwoju Niemiec. Głosiła, iż tendencje rozwojowe i ekspansja polityczna państw są zdeterminowane geograficznie. Stanowiła idealne usprawiedliwienie dla niemieckich ambicji światowej polityki, wykorzystując wiedzę geograficzną uzasadniając ekspansywne dążenia państwa.

Wobec takich poglądów należy ustosunkować się jednoznacznie. Geopolityka nie miała nic wspólnego z ideą zjednoczenia państw kontynentu europejskiego opartej na współpracy i wspólnocie tychże państw, przy jednoczesnym zachowaniu ich odrębności politycznej, narodowej i kulturowej. Nobilitowała jedynie siłę państwową. Była niemalże moralnym usprawiedliwieniem dla koncepcji prawa przodującego kraju, tzn. Niemiec, do poszerzania swego terytorium i tworzenia organizmów państwowych od nich [Niemców] zależnych, według nowych zasad i praw.

Geopolityka stanowiła, obok rasizmu, jeden z głównych składników faszystowskiej ideologii. Była kopalnią argumentów w podejmowanych przez Rzeszę próbach ukształtowania Europy według zasad „nowego porządku” (Neuordnung).[iv]

Czołowy przedstawiciel geopolityki i twórca geopolitycznej teorii państwa - Rudolf Kjellén, o którym wspominałam już poprzednio, uznawał geopolitykę za naukę o państwie pojmowanym jako zjawisko przestrzenne i geograficzne, a więc o państwie jako terytorium, obszarze i rzeczy. W ten sposób, jak sam określił, sprowadził państwo z piedestału państwa praworządnego filozofów oraz istoty rozumnej do rzędu istoty spętanej egoizmem i szukającej wyjścia pod naciskiem konieczności[v].

Jak geopolityka na gruncie społeczno- politycznym zmierzała do „ujednolicenia” społecznych marzeń i wyobrażeń o przestrzeni życiowej i nowym porządku świata według rasistowsko - geograficznych kryteriów, tak GRW - gospodarka wielkiego obszaru, bazując na ekonomicznych przesłankach, próbowała w idei zjednoczenia narodów ukryć swój rzeczywisty cel, jakim był jej gospodarczy ekspansjonizm i kolonializm. Koncepcja GRW miała stanowić skuteczną zaporę przeciw negatywnym wpływom konkurencji Ameryki Północnej i Rosji. Rozczłonkowane Niemcy, oddzielone barierami celnymi nie miały możliwości rozwoju handlu wewnątrz, ani z resztą Europy. Skutek tego był taki, że Prusy w XVIII wieku były krajem zacofany gospodarczo w porównaniu z krajami Europy zachodniej. Prekursor i twórca idei wielkiego obszaru gospodarczego - Johann Gottlieb Fichte uważał, że gospodarka niemiecka zagrożona jest przez konkurencję zagraniczną. Jedynym zaś środkiem zaradczym i pobudzającym rozwój gospodarczy jest odcięcie się od zagranicy. Tak właśnie powstała myśl utworzenia wielkiego obszaru gospodarczego[vi].

Idea wielkiej przestrzeni gospodarczej urosła do rangi doktryny i doczekała się teoretycznych opracowań. Wielu czołowych myślicieli niemieckich i germanofilów prześcigało się w argumentacjach optujących za gospodarką wielkiego obszaru. Rozwojowi koncepcji sprzyjały idee doby Romantyzmu. Głoszony przez filozofię Romantyzmu kult państwowości oraz uznanie ekspansji za naturalny środek rozwoju państwa i narodu został wykorzystany przez ideologów zarówno geopolityki, jak i koncepcji GRW jako usprawiedliwienie dążenia do terytorialnego rozwoju Niemiec. Eksponowane w XIX wieku takie właściwości narodu i państwa, jak: osobowość, indywidualność i świadomość spowodowały, że w politycznej myśli Romantyzmu niemieckiego dominowało zagadnienie narodu i państwa. W głównej mierze chodziło jednak o wypracowanie pewnej ideologii, która stanowiłaby teoretyczną podbudowę jego siły. Zamierzenie takie zostało zrealizowane, gdyż w społeczeństwie niemieckim mocno zakorzenił się duch imperializmu, siły i mocarstwa. Możnaby pokusić się o stwierdzenie, że ekspansywność stała się cechą, która określiła mentalność narodu niemieckiego na przyszłe wieki. Niemcy przekonani o swojej wyższości stworzyli wiele niebezpiecznych - jak się później okazało - teorii, których treści wyrażały się w: prawie przodującego państwa, haśle: Europa pod rządami Niemiec, czy też teorii Übermensch.

Społeczeństwo niemieckie pragnęło odnowy i jedności. Z tym, że pragnienie zaprowadzenia „nowego porządku” przekroczyło granice państwa. W rzeczywistości „Neuordnung” wyrażał się w nowej organizacji Europy - tzn. w ekspansywnym poszerzaniu obszaru gospodarczego. Pod przykrywką utworzenia różnego rodzaju systemów handlowych, wolnych obszarów celnych (np. z Austro-Węgrami), dążyli do realizacji swoich ambicji państwowych do bycia mocarstwem i potentatem gospodarczym na arenie międzynarodowej. Oprócz zabezpieczania się przed konkurencją światowych potentatów - USA, Wielkiej Brytanii i Rosji próbowali zawłaszczyć i podporządkować gospodarki innych krajów europejskich. Głosili, że rozszerzenie obszaru gospodarczego sprzyja stabilizacji koniunktury i dobrobytu, ale czy chodziło im o dobrobyt ogólny, tzn. wszystkich krajów europejskich? Motyw ogólnego dobrobytu nie stanowił istoty debat czy rozważań, występował raczej w kontekście niemieckiej stabilizacji koniunktury i dobrobytu, a które to z kolei miały przynieść dobrobyt innym krajom.

Teoria Grossraumwirtschaft była niczym innym tylko koncepcją niemieckiej ekspansji gospodarczej. Nie było możliwe powstanie GRW bez rezygnacji w różnym stopniu z części politycznej i ekonomicznej niezawisłości krajów wielkich i małych. Zaprzeczano twierdzeniu, iż państwa słabsze miałyby zostać ujarzmione przez silniejsze, jednakże wykazując słuszność sprawy Niemcy uważali, że pełna samodzielność polityczna poszczególnych części zjednoczonego obszaru gospodarczego uniemożliwi realizację GRW.

Istotnym elementem koncepcji niemieckich było wiązanie potrzeby integracji regionalnej z konkurencją światową. O ile jednak większość koncepcji europejskich wiązała potrzebę integracji regionalnej z obroną stanu posiadania i poziomu konkurencji, a koncepcje francuskie (o czym mowa będzie później) były skierowane przeciw odradzającej się dominacji Niemiec w Europie, o tyle koncepcje niemieckie, o mocnym zabarwieniu imperialistycznym, miały na celu maksymalne zwiększenie stanu posiadania i wzmocnienia pozycji gospodarczej i politycznej Niemiec w Europie i w świecie. Zintegrowana Europa miała być Europą niemiecką, w pełni konkurencyjną w stosunku do otaczającego świata, w tym do Ameryki Północnej, Rosji i innych mocarstw.

Nieustanny pęd Niemiec do bycia konkurencyjnym na arenie światowej, chęć do maksymalizacji stanu posiadania, a przede wszystkim chęć dominacji spowodowały, że odbierać ich można bardziej jako kolonizatorów i imperialistów niż zwolenników idei integracji państw opartej na zachowaniu suwerenności i autonomii politycznej, gospodarczej i kulturowej.

 

Katarzyna Konecka


 



[1] Redemptoris Missio (=RM), 1

[2] RM, 2

[3] RM, 10

[4] RM, 56

[5] RM, 24

[6] RM, 87

[7] RM, 91



[i] A. Marszałek, Z historii europejskiej idei integracji międzynarodowej, Łódź 1996, s. 68.

[ii] A. Wolff- Powęska, Doktryna geopolityki w Niemczech, Poznań 1979, s. 18.

[iii] Tamże, s. 20.

[iv] Tamże, s. 8.

[v] Tamże, s. 112.

[vi] J. Chodorowski, Niemiecka doktryna gospodarki wielkiego obszaru (Grossraumwirtschaft 1800-1945), Wrocław 1972, s. 19.